NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

czwartek, 10 czerwca 2010
"Dziewczyna grająca w go" Shan Sa

Jakiś czas temu przeczytałam „Eve Green” Susan Fletcher i książka była przecudowna. Recenzji nie będę już pisać, wszystkie pochwały zostały chyba już opublikowane, ja się pod nimi podpisuję.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku „Dziewczyny grającej w go” Shan Sa. Jest tu przedstawiona historia chińskiej nastolatki oraz japońskiego oficera. Dziewczyna przeżywa pierwszą miłość, która określa jej życie i przekreśla w zasadzie, kiedy dowiaduje się, że dla wybranka nie była tą najważniejszą. Co do oficera, to on nie wie co to miłość. Nie wyraża uczuć, spotyka się z prostytutkami, przypomina trochę maszynę. Chinka uwielbia grac w go, tam poznaje oficera, który przebrany za Japończyka, ma wybadać nastroje ludności i poznać plany rewolucjonistów. I tak spotykają się przy grze, jak wiele innych ludzi, co się zmienia, Japończyk dowiaduje się czym jest prawdziwa, dojrzała, niespełniona miłość. Finał jest tragiczny.

Historia, można powiedzieć, świetna, ja się jednak zawiodłam. Uważam, że potencjał nie został do końca wykorzystany. Najgorsze jest to, ze nie wiem co było tym słabym punktem. Specyficzny styl pisania trochę, ale nie za bardzo raził, wiec to nie to. Dwuosobowa narracja, całkiem ciekawy zabieg, ale lepiej użyty w poprzednio zrecenzowanej książce Vanory Bennett. Być może szkopuł tkwi w bohaterach, którzy kompletnie do mnie nie przemówili, i których nie potrafiłam zrozumieć. Może łatwiej będzie komuś zainteresowanemu kultura Dalekiego Wschodu. Największym plusem książki jest jej zakończenie. Dopiero na ostatnich stronach książka zaczyna być ciekawa i zaskakująca. Oprócz tego, książka jest „ok” ale szału nie ma.

Na koniec tylko zamieszczę przepiękny cytat, jeden z najabrdziej trafnych o miłości, jakie spotkałam:

Przede wszystkim zapominasz o bożym świecie. Rodzina, przyjaciele, wszyscy przestają się liczyc. Dzień i noc myślisz tylko o mężczyźnie. Kiedy go widzisz, twoje oczy napełniają się blaskiem. Kiedy go nie widzisz, jego obraz drąży twe serce. W każdej chwili zastanawiasz się, co on robi, gdzie jest. Wymyślasz mu życie, żyjesz dla niego, twoje oczy patrzą za niego, twoje uszy słuchają za niego...


Jako że książka mnie nie porwała, chcę ją komuś sprezentowac. Jeśli ktoś sobie życzy, proszę zaznaczyc to w komentarzu pod tą notką do niedzieli 13.06.10 do północy :)

czwartek, 03 grudnia 2009
„Zerwać pąki, zabić dzieci” - Kenzaburo Oe

Przypadkowo wpadła mi w ręce ta lektura, do tego noblisty, i powiem śmiało, że to jest to czego szukam w książkach. Czegoś co mną wstrząśnie, co da do myślenia i nie pozwoli zapomnieć przez kilka następnych tygodni a może i lat.

Debiutancka powieść Oe została wydana już w 1958r. a brzmi tak niepokojąco współcześnie. Poznajemy grupkę chłopców, którzy zostają wysłani z poprawczaka do górskiej wioski. Wieśniacy ich nienawidzą, już po drodze widać jak nieprzychylnie są nastawieni. Na miejscu są traktowani gorzej od zwierząt co jest naprawdę przerażające i nie do pomyślenia jeśli cały czas mamy w głowie to, że bohaterowie są dziećmi. Zamknięci w jakiejś okropnej szopie, karmieni dosłownie „ścierwem”, słuchający jęków chorego kolegi zdani są na przychylność losu. Pewnego dnia wieśniacy w obawie przed zarazą, która zabiła już dwoje ludzi uciekają zostawiając chłopców , mało tego, barykadują jedyną drogę ucieczki. Wydaje się, że paradoksalnie dzieciaki są bezpieczne ale zło zawsze wraca.

Głównym bohaterem jest jeden ze starszych, nie poznajemy jego imienia. Poprzez jego wizję łatwiej jest zrozumieć horror wojny. Mimo dojrzałości z jaką się wypowiada z powieści wręcz emanuje strach. Bywają chwile szczęścia – pierwsza miłość, ukochany brat czy zabawy na śniegu. Ale czymże to jest w porównaniu z piekłem, która spotyka ich ze strony dorosłych? Oni właśnie są tutaj ukazani jako nieludzkie potwory, aż zadziwia to, jak można być tak bezwzględnym.

Tak jak wcześniej wspomniałam, z powieści bije strach, niepokój. Nie czytałam aż tak wielu książek o tematyce wojennej. Były to albo stricte historyczne albo wojna była odległym tłem. Tutaj jest kwintesencja wojny a może raczej co ona robi z ludźmi. Jak niszczy życia. Prowadzi do tego, że śmierć jest najszczęśliwszą opcją. Mimo że akcja toczy się w Japonii książka napisana jest tak sugestywnie, że można każdą wojnę i każdą kulturę podstawić. Prosty i lakoniczny język dopełnia grozę. Polecam, mimo że moim zdaniem porównanie na okładce do „Władcy Much” jest troszkę nieadekwatne. Książki Goldena nie strawiłam, a tutaj szłam z zapartym tchem. Nie zarzekam się i jestem pewna że do „Władcy” jeszcze wrócę. Co do powieści Kenzaburo Oe, to jest to jedna z tych, które trzeba przeczytać.