NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

sobota, 19 czerwca 2010
"Ines, pani mej duszy" - Isabel Allende

Fanką Isabel Allende jestem odkąd przypadkowo, zachęcona w bibliotece okładką, wypożyczyłam „Córkę fortuny”. „Ines, pani mej duszy” była na mojej liście obowiązkowej odkąd tylko się ukazała i tym magicznym sposobem, już jestem po :)

Tym razem pani Allende postanowiła skupić się na postaci historycznej. Ines Suarez, kochanka Pedra de Valdigii – późniejszego zdobywcy Chile, jako jedyna Hiszpanka była obecna podczas podboju tej krainy. Jej losy były burzliwe jednak jej determinacja, pewność siebie i głęboka wiara doprowadziły ją daleko, pozwoliły spełnić marzenia i odnaleźć szczęście. Historie jej życia poznajemy z jej własnej relacji, kiedy już jako staruszka u progu śmierci pragnie spisać swe wspomnienia dla przybranej córki Isabel. Nie szczędzi krytyki swoim bliskim oraz sobie, ale ukazuje konkwistadorów od tej nieznanej czasami strony. Ukazali ich wady, zalety, trudne wybory przed którymi stali, jednak nie usprawiedliwia rzezi, ucisku autochtonów autochtonów wykorzystywania niewolników.

Pomimo ponad 500stron historia jest bardzo wciągająca. Osobiście nigdy nie słyszałam o Ines a teraz konkwista nie będzie kojarzyc mi się tylko z Cortezem czy Pizzarem. Dodatkowo Allende ma bardzo lekkie pióro, potrafi zainteresowac nawet opisem gotowania. Nie ma się jednak co oszukiwac, były dłużyzny, szczególnie przy opisach potyczek. Kobiety mają blade pojęcie na ten temat (przeważnie, są przecież pasjonatki :) a że bic się musieli, można te fragmenty jakoś przetrawic.I tak byłam zaskoczona, bo byłam nastawiona na płomienne romansidło a tutaj dostałam i romansidło i książkę historyczną nawet!

Ja polecam gorąco, tę oraz inne książki autorki. Moja wiedza o Chile istnieje dzięki nim (mała, bo mała, ale człowiek przynajmniej zauważa to na mapie), w miarę możliwości będę ją rozwijac, teraz zacieram łapki na biografię autorki. Muszę jeszcze napisac, że szalenie podoba mi się wydanie książki. Bardzo tajemnicze zdjęcie, ładne grafiki w środku, idealny rozmiar czcionki i zgrabny grzbiet – oj, mam słabość do ładnych wydań!

wtorek, 08 września 2009
"Złuda" Carmen Laforet

Już dawno, powiem szczerze, nie zawiodłam się tak na książce. Zwalam winę na spontanicznosc, która w tym przypadku była niekorzystna. Fabuła przedstawiała się całkiem intereująco.

Andrea przybywa na studia do powojennej Barcelony. Zamieszkuje u ciotki Angustias, gdzie już od samego początku jest nieprzyjemnie. Pomijając brud wszechobecnie panujący w starej kamienicy, dziewczyna ma do czynienia z krzykiem, przekleństwami, tajemnicami, dziwnymi zachowaniami.

Ciężkośc książki mnie przytłoczyła. Gęstosc wzajemnych żalów, okrucieństwa domowników zachęca raczej do rzucenia tego w kąt i przeczytania czegoś lekszego. Każdy bohater ma coś do kogoś, nie wiadomo tak do końca co. Andrea w tym wszystkim przypomina trochę bezmyślną kukłę przepychaną z kąta w kąt.

Wcześniej wspomniana atmosfera wcale nie zachęcała mnie do rozwikłania tajemnicy rodziny Andrei. Mało tego, po dobrnięciu do końca tak naprawdę dalej nie wiadomo o co chodziło w tym całym galimatiasie uczuc i pretensji.

Kolejna przestroga - już nigdy nie będę kierowac się okładkowym opisem. Szczególnie ze Świata Książki. Bo "Złuda" arcydziełem dla mnie nie jest a  już napewno nie będę jej dobrze wspominac.

Zaplusowac wśród całego niezadowolenia może opis starej Barcelony wymęczonej wojną. Ciekawe jednak ku mojemu rozczarowaniu nie było tego za wiele. Podsumowując "złudą" w tym wsyzstkim jest obietnica dobrej lektury...