NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

piątek, 15 października 2010
"Potępieńcza gra" Clive Barker

„Abarat” oraz „Dni magii, noce wojny” to lektury, które do teraz, mimo że przeczytałam je z jakieś 4 lata temu, intrygują, kuszą, żeby przeczytać je jeszcze raz i poczuć ten niepokojący klimat, pooglądać obrazy autora, zapoznać się nawet z jego poezją. Nie dziwota więc, że chciałam przeczytać coś więcej ale innego, niż książka dla młodzieży. Pomyślałam, że jeżeli Barkera nie będzie ograniczał próg wiekowy, jego książka nie da mi zasnąć. Czy tak się stało? Czy Clive Barker, jak obiecuje na okładce Stephen King, to przyszłość horroru?

Głównym bohaterem jest Marty, poznajemy go w momencie, kiedy wychodzi warunkowo z więzienia by przejąć funkcję ochroniarza najbogatszego człowieka w Europie, Josepha Whiteheada, tak jak bogatego, jednocześnie tajemniczego. I trafia na teren zamknięty, gdzie budynek przypomina bunkier, jest otoczony lasem, potem murem, mur z kolei pilnują psy? Po co to wszystko? Ano właśnie to dla Marty’ego do pewnego momentu zagadka, my jednak wiemy, że bardzo dawno temu, w przedwojennej Warszawie Joseph Whitehead spotkał kogoś, kto nigdy nie przegrywał w karty i to spotkanie położyło cień na jego dalsze, bardzo długie życie. Marty właśnie przed owym osobnikiem ma go ochraniać. Jest to jednak trudne, kiedy ów osobnik może wskrzeszać umarłych, odbierać życie kiedy tylko zechce, a w dodatku ma bardzo dużo czasu.

Marty wpada w bagno, nie oszukujmy się. Bardzo długo nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jest zwykłym szaraczkiem z własnymi problemami, z którymi dzieli się z czytelnikiem. Więzienie, nieudane małżeństwo, powrót do kondycji i w końcu związek z córką szefa, co też kiepsko rokuje. Barker bardzo dobrze nakreślił te postac bo mamy nie tylko „tu i teraz”, ale głęboką psychoanalizę. Marty wzbudza sympatię i ochoczo mu kibicowałam dopóki…

Nie rzuciłam książki w kąt. Niestety. Im dalej tym robiło się coraz nudniej i coraz bardziej przewidywalnie, a niektóre wątki ocierały się po prostu o głupotę. Wielka szkoda, bo zapowiadało się rewelacyjnie. Polecam każdemu przeczytanie pierwszej części „Terra Incognita” 25-stronicowej zaledwie, ale opis powojennej Warszawy, tej strasznej szarej rzeczywistości jest wg mnie genialny. Pokusiłabym się nawet o to, że było to połączenie surowości McCarthy’ego z niepokojącą atmosferą Kinga i naprawdę, dużo bym dała, żeby cała książka była w podobnym klimacie.

Z tego też powodu – genialnego fragmentu i bardzo średniej reszty, trudno mi ocenic książkę podobnie jak to miałam ze „Znowu w Brideshead” więc nie będę tego robic i jeśli się zdecydujecie, to jestem ciekawa waszych opinii. Ja po Barkera na pewno jeszcze sięgne, na pewno odświeżę „Abarat” i planuję „Historię pana B.” i opowiadania. Pocieszam się, że na nich się nie zawiodę, ponieważ po dokonaniu małego „researchu” „Potępieńcza gra” okazała się debiutem literackim, więc, że tak powiem na koniec, wszystko jasne :)

Barker Clive, Potępieńcza gra, wydawnictwo Amber, str. 598

sobota, 25 września 2010
"Znowu w Brideshead" Evelyn Waugh

Książka upolowana na podaju nie była planowana, spontan w czytaniu książek lubię, a jeszcze bardziej jeśli pozytywnie mnie zaskakuje, jak w przypadku wcześniej zrecenzowanej powieści Terry McMillan. Czy podobnie było z dziełem pana (jak się okazało, w swoim ignoranctwie myślałam, że to pani) Evelyna Waugha? Baardzo trudno mi to stwierdzic, ale od początku.

Prosta historia: Charles pochodzący z zamożnej, ale bez przesady, rodziny, wyjeżdza na studia do Oxfordu. W tajniki życia studenckiego wprowadza go kuzyn, jednak jest on najprościej mówiąc sztywniakiem. Odradza mu przyjaźń z ekscentrycznym Sebastianem Flyte'tem paradującym z pluszowym misiem. I co się dzieje? Charles oczywiście się z nim zaprzyjaźnia. Zafascynowany oryginalnością i ogólnym sposobem bycia Sebastiana szybko wkracza w prawdziwe studenckie życie, gdzie nie stroni się od alkoholu. w końcu odwiedza przyjaciela w Brideshead, gdzie poznaje resztę rodziny. Miejsce to będzie odgrywało szczególną rolę w jego życiu.

Łatwo w książce wyodrębnic kilka częsci. Przyjaźń z Sebastianem, malarstwo, związek z siostrą przyjaciela - Julią jednak na pierwszy plan wg mojej opinii wybija się samotnosc i niezrozumienie. Te dwa czynniki sprawiają, że wszyscy bohaterowie są nieszczęśliwi. Ta wielowątkowosc niezbyt przypadła mi do gustu, bo koniec końców książka była o niczym. Bardzo podobała mi się częsc o Charlesie i Julii i wpływie religii na ich związek. Ten niby oklepany temat rzadko jest poruszany w literaturze powojennej.

Co jeszcze jest niewątpliwym plusem książki, to klimat i to najbardziej mi się podobało i dzięki temu elementowi nie żałuję, że ją przeczytałam. Waugh świetnie odtworzył atmosferę przedwojennych lat, ze stron bije zapach whisky i ginu, dym z cygar a na twarzy czuc ciepło z kominka na jednej ze stancji w Oxfordzie.

Jeśli to wam wystarczy i jesteście rozmiłowani zarówno w okresie przedwojennym jak i w życiu społeczeństwa angielskiego to nie będziecie zawiedzeni. Mimo dosyc ciekawie zapowiadającej się fabuły Waugh dosyc często przynudza przez co ciężko przebrnac.Ja oceniam książkę 6/10. Nie jest źle, ale mogło byc lepiej.

 

PS: Obejrzałam najnowszą ekranizację tej powieści w reżyserii Julian Jarrold z Emmą Thompson i Benem Wishawem. W roli Charlesa Matthew Goode. Po obejrzeniu tego filmu odwołuje to co napisałam, że fabuła jest o niczym. Ten film dopiero swoją nieporadnościa pokazał mi jaka ta powiesc jest wielowymiarowa i wyjątkowa. Ekranizacja bardzo mnie rozczarowała. Nie czepiam się aktorstwa które było bardzo dobre, ale scenariusza. Spłyconego, niejasnego i nudnego. Cieszę się z jednej strony, że obejrzałam bo tak jak wspomniałam, film pozwolił mi bardziej docenic książkę, natomiast żałuję z tego względu, że nie obejrzałam ekranizacji z Ironsem polecaną mi w komentarzu.

środa, 02 czerwca 2010
"Portret nieznanej damy" Vanora Bennett

Książki  ze Świata Książki mają to do siebie, że od razu okrzykiwane są przez wydawcę bestsellerem, są porównywane do innych, słynniejszych powieści (przeważnie nietrafnie) oraz są okraszone nęcącymi opisami.

W przypadku "Portretu nieznanej damy" zarówno opis zapowiadający jedynie romansidło w czsach henrykowskich, jak i porównanie do "Dziewczyny z perłą" są kompletnie nietrafione. I wielka szkoda, bo książka przez to będzie niedoceniana i pomijana.

Główną bohaterką jest Meg Giggs, jedna z adoptowanych córek wielkiego humanisty, twórcy "Utopii" Thomasa More'a "Morusa". Akcja rozpoczyna się, kiedy Morus zaczyna odnosic sukcesy na dworze Henryka VIII, a jego postawa stopniowo przekształca się z zapalonego humanisty, do zatwardziałego katolika walczącego z heretykami. Jest ukazany jego stosunek do rodziny, przyjaźń z czołowymi przedstawicielami renesansu, przez co można go poznac jako człowieka, zrozumiec jego postępowanie. Jest przedstawiony oczami ukochanej córki, która jednak nie unika krytyki. Mimo, że główną narratorką jest Meg, i to jej życie od lat młodzieńczych do statecznej mężatki obserwujemy, to własnie Morus napędza działania wszystkich bohaterów, jest trzonem historii.

Autorka świetnie oddała również atmosferę panującą w domu More'ów, nastroje społeczeństwa wobec rozwodu króla i powolne budowanie kościoła anglikańskiego. Nie brakuje również historycznego smaczka, który mnie przykuł do fotela na dobre dwie godziny, a mianowicie rozwikłanie zagadki, co stało się z księciem Ryszardem i Edwardem, zesłanymi do Tower przed objęciem władzy przez Tudorów.

Nie mogę nie wspomniec o innej, fascynującej postaci, którą poznajemu od tej prywatniejszej strony, a mianowicie malarza Hansa  Holbeina. Początki kariery, namiętności, kulisy tworzenia obrazów, jego inspiracje. Obraz, który chyba zainspirował pisarkę przedstawia rodzinę More'ów właśnie:

Z pozoru nic nadzwyczajnego, jednak po lekturze, każdy istotny element nabiera znaczenia i obraz przyciąga jak magnes. Książka pozwala poznac geniusz tego malarza. Bohaterka powieści to na obrazie pierwsze z lewej.

Może moja recenzja brzmi chaotycznie, ale tak jest, jeśli coś naprawdę mi się spodoba, trudno mi uporządkowac myśli. Chciałam jeszcze dodac, że powieśc jest świetnie skonstruowana. Narratorką oprócz Meg są również dwaj najważniejsi mężczyźni jej życia - mąż i malarz. Bardzo interesujące. Muszę wspomniec o dłużyznach, szczególnie na początku, ale warto przez nie przebrnac. Miłośnicy powieści historycznych, a już szczególnie z Anglią w tle, będą zachwyceni.

Kto dobrnął do końca nie powinien się zastanaiwac, tylko przeczytac! :)

piątek, 22 stycznia 2010
"Damy z Grace Adieu" Susanna Clarke

Zbiór ośmiu opowiadań autorki „Jonathana Strange’a i pana Norrella” ukazuje współistnienie świata normalnego z Faerie – baśniową krainą pełną czarodziejskich acz zdradliwych istot.

Tytułowe opowiadanie było bodźcem do stworzenia powieści dla Susanny dlatego wygodniej jest mieć już Strange’a przeczytanego. Dodatkowo ukazuje problem równouprawnienia – damy z Grace Adieu marzyły by móc parać się magią, ale ze względu na płeć – nie wypadało . Większość jednak, jak napisałam, ukazuje współżycie Brytyjczyków z magią obecną w każdym zakątku. Mamy np. panią Sowerstone, która oszukała zdradzieckiego elfa, mamy też opis przyjaźni elfa z żydowskim lekarzem. Pojawiają się także postacie historyczne takie jak Elżbieta I i Maria Stuart oraz książę Wellington (moje ulubione! - inspirowane „Gwiezdnym Pyłem” Gaimana).

Co jednak tworzy tę książkę lekką i przyjemną to to z jaką łatwością autorka przedstawia magię, poglądy i postawę elfów, już w środku lektury było dla mnie normalne, że z krzaków wyskoczy coś dziwnego bądź też coś co jest z pozoru normalne w rzeczywistości np. nie istnieje. Oprócz tego postacie są bardzo zróżnicowane przez co nie można ich jednoznacznie podzielić na dobre i złe. Kilka z pewnością zostaje w pamięci na długi czas.

Powiem szczerze, że trudno recenzuje się opowiadania. Kilka było świetnych, kilka mniej jednak całość oceniam bardzo dobrze. Ta lektura dla tych którzy nie czytali debiutanckiej powieści Susanny Clarke będzie zachętą a dla tych po lekturze będzie wisienką na torcie. Co jeszcze mi się podobało – to wydanie. Nie wiem jak wygląda oryginalne bo wydaje mi się, że to polskie to po prostu kalka, niemniej jednak każde opowiadanie okraszone jest dwoma wspaniałymi ilustracjami Charlesa Vess’a (autora ilustracji do „Gwiezdnego Pyłu” i komiksów m.in. „Spider Man”)

środa, 25 listopada 2009
Wujek Klau-Klau-Klaudiusz

Ogłaszam wszem i wobec, że nie szczezłam gdzieś w odmętach życia, jak zwykle lektury szkolne weszły mi w paradę i musiałam zaliczyc Gombrowicza. W międzyczasie jednak dane było mi rozkoszowac się książką "Ja, Klaudiusz" Roberta Gravesa.

Fabuła jakby się mogło wydawac nie jest wcale zbeletryzowaną biografią tego oryginalnego władcy bowiem to on we własnej osobie wprowadza czytelnika w meandry dworskiego życia w Imperium Rzymskim. Opowiada w swoim dziele szczegółowo o intrygach, zabójstwach, wyścigach o tron od panowania Oktawiana Augusta przez Tyberiusza, Kaligulę i w końcu siebie. A że przyszło mu życ w czasach największych tyranów, historia wcale nie nuży.

Styl nie jest idealny co można zrozumiec, bo Kladiusz sam to zaznacza ale w żadnym stopniu nie nudzi. Starożytnosc to moja ulubiona epoka więc fajnie było czytac o rzeczach, których nie ma w poważnych historycznych książkach np. o tym, że Juliusz Cezar uwielbiał sprośne żary, pierwsza żona Klaudiusza była bardziej męska niż on sam a wielki Oktawian August był... pantoflarzem!

Właśnie to mnie zaciekawiło, to właśnie kobiety stały za sukcesem terytorialnym i gospodarczym Imperium swodobnie trując i oszukując. Czasami były karane, ale przeważnie dostawało się akurat tym niewinnym.

Co do naszego narratora Klaudiusza, naprawdę wzbudza sympatię. Przez wrodzoną niezdarnośc i jąkanie uchodził za głupca ale był inteligenty i uczciwy co było wtedy rzadkością. Bardzo ciekawa jestem drugiego tomu "Klaudiusz i Messalina" gdzie poznajemy dalsze jego dzieje.

Muszę jednak przestrzec - tutaj naprawdę jest zawał historii i jeśli ktoś jej nie lubi to odradzam bo po prostu się zanudzi. Ja uwielbiam akurat ten okres chociaż i tak szybko mi z tym nie poszło. Zalecam jeszcze notowanie sobie kto jest kim bo postaci jest od groma a niektóre imiona bardzo podobne.

Podsumowując jednak zachęcam - to istne kompendium wiedzy o kulturze i obyczajach Rzymian napisane w baardzo przystępny sposób.

 
1 , 2 , 3