NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

środa, 26 maja 2010
"Dojrzewanie błazna" Jonas Gardell

To było moje pierwsze zetknięcie się z literaturą szwedzką i muszę przyznać, że bardzo udane. „Dojrzewanie błazna” Jonasa Gardella opowiada o trudnym dzieciństwie i o tym, jak wielki ma ono wpływ na dorosłe życie. Brzmi banalnie i niezbyt odkrywczo, no bo wiadomo przecież, że różne traumą w młodym wieku, dają o sobie znać nawet w życiu dorosłym, ale Gardell pokazuje ten problem bardzo dobitnie.

Głównym bohaterem jest Juha, który za wszelka cenę chce być śmieszny i podziwiany przez klasę. Robi wszystko żeby dostać się do uprzywilejowanej paczki raniąc swoja przyjaciółkę Jenny a także nieśmiałego Tomasa – jedyne osoby, które tak naprawdę go lubiły. Reszta klasy pogardza chłopcem, czego on nie zauważa. Książka składa się właśnie z retrospekcji z dzieciństwa, a także listów Juhy do Tomasa, gdzie bohater sam przed sobą przyznaje się do bycia błaznem, do krzywd które wyrządził najbliższym. Choć w dorosłym życiu zostaje upragnionym komikiem, pogardza swoim zawodem i pogardza samym sobą. Dzieci potrafią być okrutne nie zdając sobie z tego sprawy. Juha nie może oderwać się od przeszłości. Ludzie kończą jedna szkole, Ida do drugiej zostawiając przeszłość za sobą. Tutaj podstawówka wywiera wpływ na cale jego Zycie. W tej książce nie ma ludzi szczęśliwych, matka Juhy nienawidzi kraju w którym żyje, nigdy nie przytula swoich dzieci, ojciec traktowany jest jak zakała rodziny. Dzieciaki z otoczenia bohatera nie są w lepszej sytuacji.

Dlatego chyba tak mnie ta książka uderzyła. Szaro-bury świat bez uśmiechu – chyba ze szyderstwa, pełen tłumionego płaczu i niemego żalu. Z książki Gardella wyłania się nieco patologiczny obraz Szwecji, mam nadzieję, że aż tak nieszczęśliwie tam nie jest. Dodam też, że początek książki w ogóle do mnie nie przemówił. Historia wydawała mi się naciągana i pseudointelektualna, ale cieszę się, że jej nie odłożyłam, bo naprawdę było warto. Bardzo oszczędny język (chyba charakterystyczny dla skandynawskich pisarzy) potęguje dramat dziecka i dorosłego człowieka. Polecam gorąco!

czwartek, 20 maja 2010
Ostateczny come back i bogaty stosik.

Matura zakończona i w końcu mogę zajac sie z powrotem tym miejscem oraz nadrobic zaległości w czytaniu waszych blogów. Jestem naprawdę przeszczęśliwa bo dawno nie miałam w ręcę książki niezwiązanej ze szkołą!

Międzyczasie minął rok od założenia bloga więc postaram się to wkrótce uczcic konkursem (!). To miejsce to mój osobisty sukces, w Internecie trudno wytrwac w jednym miejscu. Zycze sobie kolejnego roku wytrwałości :)

Poniższy stosik zrodził się z ostatnich miesięcy i jestem naprawdę z niego dumna :D Nie będę opisywac po kolei, wszystko widac. Nieźle obłowiłam się na promocji w Matrasie (nie wiem czy akcja wszystko -25% nadal trwa), na urodzinach i dokonałam pierwszych zakupów na bookdespository (polecam!).

20:42, paper-lanterns , stosik
Link Komentarze (13) »
sobota, 27 marca 2010
Burton w króliczej norze i czarnoskóra księżniczka

Ostatnimi czasy:

a.) mam depresje związaną z maturą (wiem, za rok będę się z tego śmiała)

b.) uczę się dzień i noc

c.) oglądam filmy

Moje ostatnie lektury to odmóżdżająca saga o Sookie Stackhouse pani Charlaine Harris (której to poświęcę osobną notkę) więc i tym razem napiszę o filmach.

Miałam niedawno okazję obejrzec dwie Disneyowskie produkcje - blockbuster "Alicja w Krainie Czarów" oraz "Księżniczka i Żaba". Co mnie skłoniło do napisania o tym? Ten pierwszy to był mój absolutnie numer jeden w tym roku - bo Burton, bo Depp, bo Alicja. No i psikus. Natomiast druga, już animacja, do której przyznaję się, podchodziłam sceptycznie BO TO JUŻ nie to samo co "Piękna i Bestia" czy "Pocahontas". I tutaj też byłam zaskoczona. No ale do rzeczy.

Tak jak napisałam wcześniej - to był mój pewnik. Uwielbiam Burtona (szczególnie "Dużą Rybę" i "Miasteczko Halloween"), do tego Johnny Depp, którego może nie uwielbiam ale bardzo szanuję i podziwiam. No a przede wszystkim niesamowita historia, znana chyba każdemu, dająca naprawdę ogromne pole do popisu. Niestety, Burton spaścił na całej linii. Scenariusz jest bardzo zły. Niepotrzebnie zmieniony, momentami wręcz nudny i boleśnie banalny. Kapelusznik w wydaniu Deppa mnie odrzucał, wyobrażałam sobie tę postac całkiem inaczej, tutaj wydawała mi się niepotrzebnie przekombinowana, szczególnie wizualnie. Może to co napiszę wyda się krzywdzące, ale mam wrażenie że od paru dobrych filmów, gdyby Depp nie był przebrany, nie odróżniłabym żadnej z jego ról... Alicja to taka szara, ładna myszka ale niezbyt charakterystyczna. Tak naprawdę moimi numerami jeden jest gąsienica Absalome obdarzona głosem Alana Rickamana oraz kot z Cheshire, którego miałam ochotę przytulic - był taki uroczy, cyniczny i puchaty! To oraz ogólny obraz Krainy Dziwów to wg mnie jedyne pozytywne strony. Boli mnie, że Burton tak spadł. Albo się wypalił albo za bardzo Disney go ograniczył (to dlaczego się zgadzał). Mam nadzieję tylko, że jeszcze kiedyś uda się mu zaskoczyc, ale pozytywnie. Pytanie na koniec - na co tutaj to 3D? Efekty mnie nie powaliły, ot raz ręka wylazła z ekranu. Niezbyt krozystnie to wpłynęło...

Po tych gorzkich słowach przejdę do drugiej pozycji na wspomnienie której samoistnie się uśmiecham. "Księżniczka i Żaba" przypomniały mi dzieciństwo! To właśnie ten stary, dobry Disney, którego pamiętam i którego mi brakowało.

Tiana, mieszkanka Nowego Orleanu od dzieciństwa marzy o otwarciu luksusowej restauracji. W tym celu dnie i noce spędza w pracy jako kelnerka. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje egoistyczny i snobistyczny książe zmieniony w żabe. Obiecuje jej pieniądze w zamian za pocałunek, który go odmieni. Zdesperowana Tiana decyduje się wbrew sobie i cóż, zamienia się żabę! Aby wszystko odkręcic muszą znalezc starą szamankę zamieszkującą puszczę. Już pomijam fakt tradycyjnej animacji (bez zarzutu) ale w tej bajeczce jest magia. Prześliczne piosenki (o dziwo polski dubbing jest całkiem dobry), uroczy bohaterowie no i Nowy Orlean and all that jazz! Śmieszą mnie uwagi typu: Disney chce byc poprawny politycznie dlatego zrobił czarnoskórą księżniczkę. Pff! Właśnie takie czepianie dowodzi jakiś uprzedzeń. Dzieci nie zwracają uwagi na taki nieistotny szczegół jak kolor skóry, niektórzy dorośli powinni brac z nich przykład. Oprócz tego bajka przekazuje uniwersalne wartości jak przyjaźń, miłośc czy uczciwosc czyli coś co powinno byc przekazywane dzieciom. Ostatnie bajki jednak robione są pod dorosłych - tak zauważyłam. Cóż więcej mogę tutaj dodac - jak coś mi się podoba, to specjalnie się nie rozpisuję, o!

 

19:55, paper-lanterns , filmoteka
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 marca 2010
"Narrentrum" A. Sapkowski

Rok 1420 miał przynieśc koniec świata. Ostatecznie do tego nie doszło, jednak dla obiecującego medyka Reinmara von Bielau zwanego potocznie Reynevanem, nastał początek końca. Niefortunny romans, tajemnicza śmierc brata, w końcu oskarżenie o herezje zmuszają młodzieńca do ucieczki na Węgry. W towarzystwie demeryta Szarleja oraz (z pozoru) przygłupa Miodka, przemierzy on średniowieczny Śląsk a także i husyckie Czechy. Czy uda mu się dojsc do celu? Jaką rolę w wyprawie odegra tytułowe Narrentrum – Wieża Błaznów?

Mam nadzieję, że tym króciutkim wstępem zachęciłam do lektury. BO WARTO. Mistrz polskiego fantasy nie zawiódł, bardzo nie. Mimo iż „Narrentrum” to nie takie stricte fantasy, autor tak sprytnie opisał współistnienie dwóch światów, że uniknął zarówno typowej fantastycznej opowiastki jak i nudnawej historycznej epopei. Lekko opisuje zarówno pościgi, spotkanie z różnymi dziwnymi stworkami jak i np. sabat czarownic okraszając to wszystko zjadliwym i ironicznym humorem. Dodatkowo tak prowadzi wątek i tak enigmatycznie kończy każdy rozdział, że nie można odłożyc książki!

Muszę szczerze przyznac, że miałam obawy bo saga o Wiedźmine jest dla mnie czymś fenomenalnym a najnowsza „Żmija” woła o pomstę do nieba. A tutaj proszę, quelle surprise. Oczywiście – nie spodoba się tym, którym ani trochę nie spodobał się np. „Potop” (to jest o niebo lepsze ale jednak trzeba liczyc się z historią, która pojawia się tu gęsto) jak i tym, którzy nie mieli nic wspólnego z fantastyką.

Ja z mojej strony polecam, bardzo miło spędziłam czas na lekturze i czekam na pomaturalny czas aby zacząc drugi tom. I wiecie co jeszcze? Jestem dumna, że taka dobra polska książka mnie spotkała. Ostatnio w ogóle jestem pro jeśli chodzi o lit. rodzimą.  Przyznam szczerze, że dopiero ta książka oświeciła mnie jeśli chodzi o wojny husyckie i ich wpływ na Polskę. (wstyd mi) Nawiasem mówiąc - uważam, że to świetny materiał na film! Teraz pomysłałam, że Wiedźmin też był, przypomniał mi się film i jest mi teraz smutno ;D

 

sobota, 13 lutego 2010
Blogowy debiut czyli... film. "Fish Tank"

Może się wydawac, że blog zginął śmiercią naturalną ale nadal trwa, dla mnie nastały ferie więc pośród zaplanowanych powtórek do matury mam plany go trochę ożywic. Dlatego też, żeby przełamac okres posuchy postanowiłam napisac recenzję filmu. Zbierałam sie zeby to zrobic od... stycznia? :)

Na pierwszy rzut wybrałam niedawno obejrzany film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, laureat nagrody festiwalu w Cannes, brytyjski "Fish Tank".

15-letnia Mia mieszkająca wraz z matką i młodszą siostrą gdzieś na Wyspach jest buntowniczką. Przeklina, nie chodzi do szkoły, bije się, a przede wszystkim jest bardzo zamknięta w sobie. Z otoczeniem porozumiewa się monosylabami, pomrukiem albo wcześniej wspomnianymi obelgami. Jedyną rzeczą w której się odnajduje to taniec - podczas niego zamienia się w niewinną, zagubioną dziewczynę z pasją. Jej życie i sposób postrzegania zmienia się wraz z pojawieniem się nowego kochanka matki, Connora.

Z początku temat wydawał mi się oklepany. tańca jest ostatnio zbyt dużo, wszędzie. Ogłupiające programy w TV, nic nie przekazujące filmy. Tutaj jest inaczej bo taniec jest tylko jednym z elementów, które mają jakiś wpływ na Mię.

Dziewczyna wychowywana bez ojca, przez matkę, której życie sprowadza się do kolejnych imprez, w dzielnicy gdzie nie ma większych perpektyw niż podwórkowy gang czy praca w sklepie wcale nie wydaje się wyróżniac ponad innych. Oprócz pasji i gdzieś głęboko ukrytego pragnienia lepszej przyszłości i czułości, której nigdy nie zaznała.

W tym momencie trzeba przejśc do drugiej kluczowej postaci wspomnianego wcześniej Connora. Facet zjawia się znikąd a spotkanie tych dwojga w kuchni będzie miało na Mię wielki wpływ. To właśnie on da Mii poczucie bezpieczeństwa i uczucia (przynajmniej chwilowego), sprawi że nastolatka poczuje się "chciana" i wysłuchana.

Jednak kolorow nie jest, bo życie tych kolorów za wiele nie ma. Casting na który dostaje się Mia, traktowany przez nią jak przepustka do lepszego życia okaże się klapą, uczucie pomyłką. Ale na przekór wszystkiemu pewne przypadkowe spotkanie będzie światełkiem w tunelu.

Co mnie się podobało, to ukazanie Wielkiej Brytanii z tej szarej, smutnej strony, takiej jaka istnieje w każdym kraju - miejsce bez perspektyw mimo możliwości. Dodatkowo Mia, typ człowieka którego się nie lubi, noszącego w sobie jakiś żal i zło. Film pokazuje, że nic nie dzieje się bez przyczyny a czasami niewiele pozwoli się takiej osobie otworzyc. Wszechobecne przekleństwa aż rażą ale ludzie nie potrafią inaczej się porozumiewac. W pamiec zapadło mi, kiedy młodsza siostra Mii zamiast powiedziec do niej: kocham cię, burczy: nienawidzę.

Tak naprawdę nie tylko Mia odgrywa tutaj kluczową rolę. Matka - samotna matka, odnajduje się tylko na imprezach, na których może zapomniec o swoim przegranym życiu, czuje się doceniona i zapomina, że ma dzieci, którymi trzeba się zajac. Connor, normalny człowiek, gdzieśtam normalnie żyjący, w dzielnicy slumsów wyrasta na miarę boga, przepustkę lepszego życia i namiętnego kochanka. Tytułowy staw to dla niego właśnie dzielnica Mii. Wszystko łatwo przychodzi. Dla Mii staw to symbol rodziny. Tam właśnie Connor zabiera dziewczyny na wycieczkę i to właśnie tam dziewczyna odczuwa co to rodzina i co to troska.

To wszystko składa się na niezbyt optymistyczną wizję przyszłości ale otwarte zakończenie daje nadzieje, że może chociaż jednej z tych osób się udało. I ja byłam dumna z Mii, której kibicowałam ale z którą z pewnością bym się nie zaprzyjaźniła, ba, która przez pierwszą częsc filmu okropnie mnie denerwowała.

15:51, paper-lanterns , filmoteka
Link Komentarze (4) »