NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

poniedziałek, 28 czerwca 2010
"Papieżyca Joanna" Donna Woolfolk Cross

Jak jakaś książka mi się podoba to muszę trochę ochłonąc przed napisaniem recenzji. Sceptycznie nastawiona do „kościelnej historii” pochłonęłam to tomiszcze w dwa dni. Historia Joanny, potem występującej jako Jan, wciaga od pierwszych stron.

Już narodziny dziewczynki były niezwykłe. Okupione cierpieniem matki, wysiłkiem akuszerki i zwieńczone rozczarowaniem ojca, że to nie chłopiec. Potem robi się coraz ciekawiej. Joanna nie jest typową średniowieczną kobietą. Ciągnie ją do wielkiej wiedzy, tajemniczych ksiąg i filozoficznych rozmyślań. Dopina swego, rozpoczyna naukę. Bóg wyznacza jej w jakiś sposób misję, bo pomimo różnych przeciwności losu osiąga sukces. Oczywiście okupiony wyrzeczeniami. Joanna będzie musiała zrezygnowac z miłości i do końca życia udawac kogoś innego. Co jest najbardziej tragiczne to fakt, że i tak została zapomniana i wykreślona z "Liner pontificalis" czyli listy papieży.

Chyba brakowało mi ostatnio jakiejś dobrze skonstruowanej historii, która mnie po prostu wciągnie a nie będzie ode mnie wymagała dociekiwania co autor miał na myśli. Jest tu wszystko – miłosc, zdrada, nienawisc, intrygi dworskie, no po prostu cała kolorowa gama. Główni bohaterowie czyli Joanna i rycerz Gerold są interesujący, dobrze nakreśleni, a co najważniejsze – wiarygodni. Mają swoje wzloty i upadki ale przez cała lekturę kibicowałam tej dwójce. Zacytuję tutaj dwa przepiękne cytaty dot. Miłości (coś mam z tą miłościa ostatnio, że mnie takie sentencje wzruszają)

"Dziwne są poczynania serca. Człowiek przez wiele lat godzi się ze stratą, nie buntuje przeciw niej, a potem wystarczy jedna płocha myśl i ból wraca, ostry i dotkliwy jak świeża rana."

„Miałaś rację Joanno, nic, co mógłbym ci ofiarowac nie da się z tym porownac. Poza miłością – pomyślała”

Warto pochwalic autorkę za bardzo dobre zaplecze historyczne. Wszystko jest bardzo zgrabnie połączone a jeśli coś jest nie tak, pisarka spowiada się z tego w posłowiu, które również polecam przeczytac.

Co najbardziej mi się podobało to zakończenie. Bardzo. Żeby zbytnio nie zdradzac napiszę, że nie lubię szczęśliwych, ale uwielbiam uczciwe :)


To by było na tyle, jeśli chodzi o książkę. Z rozpędu poszukałam filmu, całkiem nowego, który miał przedłużyc dobry nastrój po książce no i niestety, tu się zawiodłam.

Drewniani aktorzy (oprócz Goodmana w roli papieża, który chciał się wycofac, za co go pozwali, David Wenham znany z „Władcy Pierścieni” mnie zawiódł, grał jakby mu się nie chciało), zero chemii pomiędzy nimi, bardzo słabiutki scenariusz. Przede wszystkim niespójny (nudziłam się momentami), spłycony i maksymalnie skrócony, przez co niektóre zachowania są idiotyczne i nielogiczne a widz nie rozumie postaci i jakoś trudno mu je polubic.

Co było ładne to zdjęcia, ale to raczej marna pociecha.

Tak więc jeden wielki zawód i apeluję o przeczytanie książki i darowanie sobie tego filmu. Jedna z gorszych ekranizacji, naprawdę mnie to boli, bo w założeniu taką historię trudno skopac, potencjał był ogromny, czytając książkę widzi się kadry. No cóż, zawsze znajdzie się ktoś, komu się uda 

sobota, 19 czerwca 2010
"Ines, pani mej duszy" - Isabel Allende

Fanką Isabel Allende jestem odkąd przypadkowo, zachęcona w bibliotece okładką, wypożyczyłam „Córkę fortuny”. „Ines, pani mej duszy” była na mojej liście obowiązkowej odkąd tylko się ukazała i tym magicznym sposobem, już jestem po :)

Tym razem pani Allende postanowiła skupić się na postaci historycznej. Ines Suarez, kochanka Pedra de Valdigii – późniejszego zdobywcy Chile, jako jedyna Hiszpanka była obecna podczas podboju tej krainy. Jej losy były burzliwe jednak jej determinacja, pewność siebie i głęboka wiara doprowadziły ją daleko, pozwoliły spełnić marzenia i odnaleźć szczęście. Historie jej życia poznajemy z jej własnej relacji, kiedy już jako staruszka u progu śmierci pragnie spisać swe wspomnienia dla przybranej córki Isabel. Nie szczędzi krytyki swoim bliskim oraz sobie, ale ukazuje konkwistadorów od tej nieznanej czasami strony. Ukazali ich wady, zalety, trudne wybory przed którymi stali, jednak nie usprawiedliwia rzezi, ucisku autochtonów autochtonów wykorzystywania niewolników.

Pomimo ponad 500stron historia jest bardzo wciągająca. Osobiście nigdy nie słyszałam o Ines a teraz konkwista nie będzie kojarzyc mi się tylko z Cortezem czy Pizzarem. Dodatkowo Allende ma bardzo lekkie pióro, potrafi zainteresowac nawet opisem gotowania. Nie ma się jednak co oszukiwac, były dłużyzny, szczególnie przy opisach potyczek. Kobiety mają blade pojęcie na ten temat (przeważnie, są przecież pasjonatki :) a że bic się musieli, można te fragmenty jakoś przetrawic.I tak byłam zaskoczona, bo byłam nastawiona na płomienne romansidło a tutaj dostałam i romansidło i książkę historyczną nawet!

Ja polecam gorąco, tę oraz inne książki autorki. Moja wiedza o Chile istnieje dzięki nim (mała, bo mała, ale człowiek przynajmniej zauważa to na mapie), w miarę możliwości będę ją rozwijac, teraz zacieram łapki na biografię autorki. Muszę jeszcze napisac, że szalenie podoba mi się wydanie książki. Bardzo tajemnicze zdjęcie, ładne grafiki w środku, idealny rozmiar czcionki i zgrabny grzbiet – oj, mam słabość do ładnych wydań!

wtorek, 15 czerwca 2010
Wyniki losowania.

Istne szaleństwo, trzy osoby wzięły udział w losowaniu a tym samym szanse na wygraną były większe :)

Serdecznie gratuluję, poproszę zwyciężczynię o dane do wysyłki na maila: waflowo@gmail.com

18:27, paper-lanterns
Link Komentarze (6) »
czwartek, 10 czerwca 2010
"Dziewczyna grająca w go" Shan Sa

Jakiś czas temu przeczytałam „Eve Green” Susan Fletcher i książka była przecudowna. Recenzji nie będę już pisać, wszystkie pochwały zostały chyba już opublikowane, ja się pod nimi podpisuję.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku „Dziewczyny grającej w go” Shan Sa. Jest tu przedstawiona historia chińskiej nastolatki oraz japońskiego oficera. Dziewczyna przeżywa pierwszą miłość, która określa jej życie i przekreśla w zasadzie, kiedy dowiaduje się, że dla wybranka nie była tą najważniejszą. Co do oficera, to on nie wie co to miłość. Nie wyraża uczuć, spotyka się z prostytutkami, przypomina trochę maszynę. Chinka uwielbia grac w go, tam poznaje oficera, który przebrany za Japończyka, ma wybadać nastroje ludności i poznać plany rewolucjonistów. I tak spotykają się przy grze, jak wiele innych ludzi, co się zmienia, Japończyk dowiaduje się czym jest prawdziwa, dojrzała, niespełniona miłość. Finał jest tragiczny.

Historia, można powiedzieć, świetna, ja się jednak zawiodłam. Uważam, że potencjał nie został do końca wykorzystany. Najgorsze jest to, ze nie wiem co było tym słabym punktem. Specyficzny styl pisania trochę, ale nie za bardzo raził, wiec to nie to. Dwuosobowa narracja, całkiem ciekawy zabieg, ale lepiej użyty w poprzednio zrecenzowanej książce Vanory Bennett. Być może szkopuł tkwi w bohaterach, którzy kompletnie do mnie nie przemówili, i których nie potrafiłam zrozumieć. Może łatwiej będzie komuś zainteresowanemu kultura Dalekiego Wschodu. Największym plusem książki jest jej zakończenie. Dopiero na ostatnich stronach książka zaczyna być ciekawa i zaskakująca. Oprócz tego, książka jest „ok” ale szału nie ma.

Na koniec tylko zamieszczę przepiękny cytat, jeden z najabrdziej trafnych o miłości, jakie spotkałam:

Przede wszystkim zapominasz o bożym świecie. Rodzina, przyjaciele, wszyscy przestają się liczyc. Dzień i noc myślisz tylko o mężczyźnie. Kiedy go widzisz, twoje oczy napełniają się blaskiem. Kiedy go nie widzisz, jego obraz drąży twe serce. W każdej chwili zastanawiasz się, co on robi, gdzie jest. Wymyślasz mu życie, żyjesz dla niego, twoje oczy patrzą za niego, twoje uszy słuchają za niego...


Jako że książka mnie nie porwała, chcę ją komuś sprezentowac. Jeśli ktoś sobie życzy, proszę zaznaczyc to w komentarzu pod tą notką do niedzieli 13.06.10 do północy :)

środa, 02 czerwca 2010
"Portret nieznanej damy" Vanora Bennett

Książki  ze Świata Książki mają to do siebie, że od razu okrzykiwane są przez wydawcę bestsellerem, są porównywane do innych, słynniejszych powieści (przeważnie nietrafnie) oraz są okraszone nęcącymi opisami.

W przypadku "Portretu nieznanej damy" zarówno opis zapowiadający jedynie romansidło w czsach henrykowskich, jak i porównanie do "Dziewczyny z perłą" są kompletnie nietrafione. I wielka szkoda, bo książka przez to będzie niedoceniana i pomijana.

Główną bohaterką jest Meg Giggs, jedna z adoptowanych córek wielkiego humanisty, twórcy "Utopii" Thomasa More'a "Morusa". Akcja rozpoczyna się, kiedy Morus zaczyna odnosic sukcesy na dworze Henryka VIII, a jego postawa stopniowo przekształca się z zapalonego humanisty, do zatwardziałego katolika walczącego z heretykami. Jest ukazany jego stosunek do rodziny, przyjaźń z czołowymi przedstawicielami renesansu, przez co można go poznac jako człowieka, zrozumiec jego postępowanie. Jest przedstawiony oczami ukochanej córki, która jednak nie unika krytyki. Mimo, że główną narratorką jest Meg, i to jej życie od lat młodzieńczych do statecznej mężatki obserwujemy, to własnie Morus napędza działania wszystkich bohaterów, jest trzonem historii.

Autorka świetnie oddała również atmosferę panującą w domu More'ów, nastroje społeczeństwa wobec rozwodu króla i powolne budowanie kościoła anglikańskiego. Nie brakuje również historycznego smaczka, który mnie przykuł do fotela na dobre dwie godziny, a mianowicie rozwikłanie zagadki, co stało się z księciem Ryszardem i Edwardem, zesłanymi do Tower przed objęciem władzy przez Tudorów.

Nie mogę nie wspomniec o innej, fascynującej postaci, którą poznajemu od tej prywatniejszej strony, a mianowicie malarza Hansa  Holbeina. Początki kariery, namiętności, kulisy tworzenia obrazów, jego inspiracje. Obraz, który chyba zainspirował pisarkę przedstawia rodzinę More'ów właśnie:

Z pozoru nic nadzwyczajnego, jednak po lekturze, każdy istotny element nabiera znaczenia i obraz przyciąga jak magnes. Książka pozwala poznac geniusz tego malarza. Bohaterka powieści to na obrazie pierwsze z lewej.

Może moja recenzja brzmi chaotycznie, ale tak jest, jeśli coś naprawdę mi się spodoba, trudno mi uporządkowac myśli. Chciałam jeszcze dodac, że powieśc jest świetnie skonstruowana. Narratorką oprócz Meg są również dwaj najważniejsi mężczyźni jej życia - mąż i malarz. Bardzo interesujące. Muszę wspomniec o dłużyznach, szczególnie na początku, ale warto przez nie przebrnac. Miłośnicy powieści historycznych, a już szczególnie z Anglią w tle, będą zachwyceni.

Kto dobrnął do końca nie powinien się zastanaiwac, tylko przeczytac! :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14