NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

piątek, 29 października 2010
"Martwy aż do zmroku" Charlaine Harris

Przez nowe rewolucje w moim już studenckim życiu nie mam tyle czasu na książki, jak wcześniej i żyję nadzieją, że to wszystko w końcu się ustabilizuje tymczasem chciałam napisac o pierwszym tomie serii dosyc u nas znanej, wzbudzającej ambiwaletne uczucia.

Lubię tematykę wampirów jednak daleko mi do fanki "Zmierzchu", zawsze wolałam klasyczną wizję typu "Dracula" i oczywiście twórczosc Anne Rice. I udało mi się w końcu znalezc taką serię, lekką, przyjemną, wciągająca w sam raz na odstresowanie.

Rzadko się zdarza, żeby to film mnie zachęcił a tak było w tym przypadku, ponieważ najpierw obejrzałam "Czystą Krew", i tak oprócz bycia ogromną, wierną fanką serialu, stałam się również wielbicielką papierowych przygód kelnerki-telepatki.

Taki oto niezwykły dar posiada Sookie Stackhouse, ponętna kelnerka pracująca w jednym z barów w Luizjanie, dokładnie w Bon Temps. Nie jest fajnie słyszes myśli innych. Jakąż ulgą dla Sookie jest pojawienie się wampira Billa, którego myśli nie słyszy. Oczywiście zostają parą, dosyc oryginalną trzeba przyznac.

Wampir nie pojawia się przypadkowo. Koreańscy naukowcy bowiem odkryli syntetyczną krew, dzięki któtrej krwiopijcy mogą koegzystowac z ludźmi nie narażając ich na niebezpieczeństwo. Kiedy w okolicy zaczynają ginac kobiety, głównie "fangbangerki" czyli wieblicielki kłów, chyba jasne jest, na kogo pada podejrzenie...

"Martwy aż do zmroku" porusza uniwersalną kwestię tolerancji, ale nie tylko ukazuje jak łatwo kogoś osądzic. Tak naprawdę pod wampiry można podstawic dowolny przypadek ucieśniany. Jednak nie chcę tutaj pisac jakiś nowych teorii, doszukiwac się Bóg jeden wie czego. Książka jest przede wszystkim świetną rozrywką. Najbardziej urzekła mnie ironia. Autorka świetnie się nią posługuje. Nie brak też dosyc ckliwych momentów, ale czyta się to z dystansem i zło sliwym uśmieszkiem. Polecam, chociażby po to, aby wyrobic sobie własną opinię. Polecam także serial o którym chyba też kiedyś napiszę, bo uwielbiam po prostu i który wg mnie jest lepszy! od książki.

moja ocena: 7/10 (bardzo nieobiektywa, to przez serial wszystko)

Na koniec intro do serialu, cudowne, niepowtarzalne:

Harris Charlaine, Martwy aż do Zmroku, wydawnictwo Mag, str. 386

piątek, 15 października 2010
"Potępieńcza gra" Clive Barker

„Abarat” oraz „Dni magii, noce wojny” to lektury, które do teraz, mimo że przeczytałam je z jakieś 4 lata temu, intrygują, kuszą, żeby przeczytać je jeszcze raz i poczuć ten niepokojący klimat, pooglądać obrazy autora, zapoznać się nawet z jego poezją. Nie dziwota więc, że chciałam przeczytać coś więcej ale innego, niż książka dla młodzieży. Pomyślałam, że jeżeli Barkera nie będzie ograniczał próg wiekowy, jego książka nie da mi zasnąć. Czy tak się stało? Czy Clive Barker, jak obiecuje na okładce Stephen King, to przyszłość horroru?

Głównym bohaterem jest Marty, poznajemy go w momencie, kiedy wychodzi warunkowo z więzienia by przejąć funkcję ochroniarza najbogatszego człowieka w Europie, Josepha Whiteheada, tak jak bogatego, jednocześnie tajemniczego. I trafia na teren zamknięty, gdzie budynek przypomina bunkier, jest otoczony lasem, potem murem, mur z kolei pilnują psy? Po co to wszystko? Ano właśnie to dla Marty’ego do pewnego momentu zagadka, my jednak wiemy, że bardzo dawno temu, w przedwojennej Warszawie Joseph Whitehead spotkał kogoś, kto nigdy nie przegrywał w karty i to spotkanie położyło cień na jego dalsze, bardzo długie życie. Marty właśnie przed owym osobnikiem ma go ochraniać. Jest to jednak trudne, kiedy ów osobnik może wskrzeszać umarłych, odbierać życie kiedy tylko zechce, a w dodatku ma bardzo dużo czasu.

Marty wpada w bagno, nie oszukujmy się. Bardzo długo nie zdaje sobie z tego sprawy, bo jest zwykłym szaraczkiem z własnymi problemami, z którymi dzieli się z czytelnikiem. Więzienie, nieudane małżeństwo, powrót do kondycji i w końcu związek z córką szefa, co też kiepsko rokuje. Barker bardzo dobrze nakreślił te postac bo mamy nie tylko „tu i teraz”, ale głęboką psychoanalizę. Marty wzbudza sympatię i ochoczo mu kibicowałam dopóki…

Nie rzuciłam książki w kąt. Niestety. Im dalej tym robiło się coraz nudniej i coraz bardziej przewidywalnie, a niektóre wątki ocierały się po prostu o głupotę. Wielka szkoda, bo zapowiadało się rewelacyjnie. Polecam każdemu przeczytanie pierwszej części „Terra Incognita” 25-stronicowej zaledwie, ale opis powojennej Warszawy, tej strasznej szarej rzeczywistości jest wg mnie genialny. Pokusiłabym się nawet o to, że było to połączenie surowości McCarthy’ego z niepokojącą atmosferą Kinga i naprawdę, dużo bym dała, żeby cała książka była w podobnym klimacie.

Z tego też powodu – genialnego fragmentu i bardzo średniej reszty, trudno mi ocenic książkę podobnie jak to miałam ze „Znowu w Brideshead” więc nie będę tego robic i jeśli się zdecydujecie, to jestem ciekawa waszych opinii. Ja po Barkera na pewno jeszcze sięgne, na pewno odświeżę „Abarat” i planuję „Historię pana B.” i opowiadania. Pocieszam się, że na nich się nie zawiodę, ponieważ po dokonaniu małego „researchu” „Potępieńcza gra” okazała się debiutem literackim, więc, że tak powiem na koniec, wszystko jasne :)

Barker Clive, Potępieńcza gra, wydawnictwo Amber, str. 598

czwartek, 07 października 2010
"Saga Sigrun" Elżbieta Cherezińska

Planowałam te lekturę na zimę, odpowiadałaby klimatem. Skandynawia, a już szczególnie ta dawna, waleczna, niedostępna, dzika, zaczęła mnie bardzo fascynować ostatnimi czasy. Mitologię w ogóle ciężko dostać, chyba że tylko w moim mieście jest takim rarytasem. Sięgając po tę książkę byłam pełna nadziei, i uwielbiam, UWIELBIAM to uczucie kiedy książka przechodzi moje oczekiwania.

Główną bohaterką „Sagi Sigrun”, jak nietrudno się domyślić, jest Sigrun. Młodziutka i piękna córka wielkiego jarla Apalvaldra wkrótce zostaje wydana za mąż za równie walecznego co ojciec, Regina. Tym razem nie jest to okrutna opowieść o dziewczynie wydanej za mąż wbrew jej woli za starego oblecha. Tutaj Sigrun wie, że tak ma być, poza tym jej ojciec dokładnie wie, jakiego męża potrzeba jej córce. Młodzi zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, namiętnie i całymi sobą. I na tym skupia się główna fabuła książki. Na tej przepięknej, czystej i z czasem dojrzałej miłości, która teraz tak rzadko niestety się zdarza. Uczucie jest silne cały czas, jak niegasnący płomień.

Jednak za kolorowo, przynajmniej dla Sigrun, nie jest. Regin bowiem cyklicznie wyrusza, jak to wiking, na wyprawy oraz na wojny. Życie Sigrun jest tak naprawdę przez większość czasu oczekiwaniem. Strachem czy mąż wróci. Czytelnik towarzyszy jej cały czas. Gdy daje upust swoim namiętnościom podczas krótkich chwil spędzonych z mężem, podczas haftowania koszul, zajmowania się dworem. Cały czas czuć gdzieś między wierszami niepokój. Niepokój, czy Regin wróci, wyczekiwanie na odgłos rogu zwiastującego jego przybycie i oddech ulgi, gdy mąż się pojawia.

Nie tylko fabuła, sposób opowieści jest tutaj ważny. Autorka w bardzo prosty sposób wprowadza czytelnika w świat mieszkańców północy. Poznajemy mitologię, obrządki, obraz życia. Bardzo sobie to cenię w książkach, a moja wiedza naprawdę się poszerzyła. Nie wiem co jeszcze mogę napisać, aby zachęcić. Przeczytałam mnóstwo recenzji, i wszystkie były pozytywne. Dodam jeszcze, że koniec bardzo mnie wzruszył. Nie jestem skłonna do szlochów, czasami wręcz czuję się jak zimny głaz, ale tutaj wymiękłam. Przepiękne, ale smutne zakończenie, cudowny opis bitwy i pogodzenie się bohaterki z losem… Dodatkowo zapowiedź drugiego tomu ‘Nazywam się Halderd”, którego zakupu już nie mogę się doczekać.

moja ocena: 9,5/10

Cherezińska Elżbieta, Saga Sigrun, wydawnictwo Zysk i S-ka, str. 405