NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

sobota, 31 października 2009
"O Bibliotece" Umberto Eco

Tę zaledwie 50 – stronicową książeczkę dostałam dwa lata temu na urodziny ale jakoś tak nie było okazji jej przeczytać i tak sobie leżała a teraz w końcu w ramach odpoczynku od lektur szkolnych pochłonęłam ją dosłownie w 1,5 godziny. Przyznam, że do Eco mam pewne uprzedzenia bo np. „Tajemniczy płomień królowej Loany” zmęczył mnie przeokropnie, przed „Imieniem Róży” jestem ostrzegana ale i tak przeczytam. Ale jeśli pisze takie fajne eseje jak „O Bibliotece”, to z pewnością się zapoznam, przynajmniej z tą dziedziną ;)

Każdy ma bibliotekę, nie znam człowieka, który by chociaż raz w życiu nie odwiedził tego miejsca, szczególnie nam czytelnikom, bliskiego. Eco pisze o swoich dwóch ulubionych: Sterling Library w Yale oraz bibliotece w Toronto. Moja miejska biblioteka do której uwielbiam chodzić jest niczym w porównaniu z nimi jednak czytając opisy ich obu, wiem, że czułabym się tam nieco zagubiona. Poza tym, ktoś mądry kiedyś powiedział, że nawet jeśli biblioteka posiada miliony książek, ta której szukasz i tak będzie wypożyczona

Autor przywołuje również obraz biblioteki idealnej oraz niczym z horroru, gdzie wszystko dzieje się na niekorzyść czytelnika ( a propos zahacza także o problem dzisiejszych księgarni – tych sieciowych a także tych bardziej kameralnych tzw. „nadgorliwy personel” na pewno wiecie o co mi chodzi :P). Co również mnie zaciekawiło, to poruszony przez włoskiego pisarza temat kopiowania książek. Coraz częściej pewne książki są tak bardzo drogie, że kupują je tylko biblioteki aby studenci mogli je sobie skserować. Jest to prawda, w przypadku książek akademickich czy podręczników moim zdaniem ksero to nic złego. Ale np. nie wyobrażam sobie czytać skserowanej powieści, to tak jak ściągnięty z Internetu film, który oglądasz ale i tak całkiem inaczej wygląda oglądanie filmu z DVD albo w kinie.

Polecam tę cieniutką książkę każdemu czytelnikowi, bardzo mi się podobała. Na koniec zarzucę bardzo trafnym cytatem: „Jednym z nieporozumień, jakie dominują nad pojęciem biblioteki, jest pogląd, że idzie się tam po książkę, której tytuł się zna. Rzeczywiście, często zdarza się, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale glówną funkcją biblioteki jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne.” Zawsze biorę ze sobą skrzętną listę „must have” ale cieszę się jak dziecko, jak jakaś perełka mi się trafi :)

powyżej to biblioteka w Yale

A tutaj wnętrze biblioteki w Toronto (robi wrażenie!)

15:45, paper-lanterns
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 października 2009
Jesienne przesilenie.

Jest taki czas w życiu każdego człowieka a już napewno sfrustrowanego maturzysty, kiedy nauka nas przytłacza, pogoda zachęca tylko do zakopania się pod kocyk z dobrą książką. Ja jak na złosc nie moge tego zrobic, tak tu pusto i cicho a ja męczę "Chłopów" bo zawsze tak jest, że jak się czyta po 2,3 strony dziennie to w końcu się odechciewa.

Na szkołę też muszę ponarzekac, bo już po prostu jest tego za dużo. Jakieś nieistotne przedmioty zajmują mi tak dużo czasu, że nie daję rady powtarzac do matury, co bardzo mnie frustruje i nijak rady sobie z tym dac nie mogę :( Próbuję planowac ale nic z tych planów nie wychodzi.

Że nie wspomnę o życiu uczuciowym, a raczej o jego braku, ach. Miałam się nie rozpisywac o swoich nieistotnych problemach bo zdaję sobię sprawę, że:

a.) inni mają gorzej, dorosłe życie jest jeszcze cięższe

b.) diametralnie zmienia się docelowosc tego bloga, który miał li i jedynie byc o książkach, ale tak sobie myślę - czemu nie zrobic go bardziej osobistym? myślę, że to czasami pozwala na odbiór piszącego (fajnie, teraz wyjdzie, że jestem zdołowaną nastką ;D)

Na koniec zanudzania zamieszczam nowy singiel jednego z moich nielicznych, ulubionych, polskich zespołów Hey. Chyba większosc go już zna ale ma w sobie coś pozytywnego na tą jesienną smutę!

18:08, paper-lanterns
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 października 2009
"Myszy i Ludzie" John Steinbeck

Bywa tak (za rzadko niż bym chciała), że książka chwyci mnie za serce i trzyma je jeszcze długo po lekturze. Tak było właśnie z tą cieniutką, broszurką wręcz. Steinbeck zawładnął moim sercem i już plasuje go wysoko w moim osobistym rankingu zacierając ręcę na tomiszcze „Na Wschód od Edenu” ;) Wrócę jednak do „Mysz i Ludzi”.

Historia z pozoru prosta – dwaj mężczyźni George i Lenny wędrują od farmy do farmy szukając pracy. „Brak sprytu” Lenny’ego jak określa to George, uniemożliwia im zostanie gdziekolwiek dłużej. Poza tym Lenny lubi głaskac i dotykac i ogólnie ma w sobie coś takiego, że kłopoty się do niego lepią a on bezradny pogrąża się jeszcze bardziej. George jest jego przewodnikiem po świecie, nie opuszcza go choc jak sam powtarza mógłby się ustatkowac i nieźle zyc bez Lenny’ego na plecach. Bohaterów poznajemy jak idą na nową farmę gdzie mają nadzieję odłożyc co nieco na poczet własnego gospodarstwa gdzie George pozwoli Lenny’emu doglądac królików. Jednak dojdzie w końcu do tragedi…

Ta książka to kolejny dowód na to, że prosta historia wyraża czasem więcej niż wymyślna, licząca 1000str powieśc. Dwie skrajności trzymają się razem choc to dziwny zwyczaj wśród robotników - w dobie nieufności, pogoni za pieniądzem, kiedy najbliższy może strzelic ci w głowe lub… ukrasc zarobione pieniądze. W świecie w którym przetrwac mogą tylko najsilniejsi. Co jeszcze uderza to samotność każdego z bohaterów i smutek bijący z każdego z nich. Polecam mimo, że przygnębia i nawet uroniłam na końcu łezkę to warto przeczytac. Bo jest fenomenalna, jedna z tych, których się nie zapomina. Swoją drogą ciekawa jestem ekranizacji, podobno też bardzo dobrej.

13:54, paper-lanterns
Link Komentarze (2) »
niedziela, 11 października 2009
"Ludzie bezdomni" S.Żeromski czyli szkolnych lektur czas

Nie planowałam pisac o tej książce. Usłyszałam gdzieś stwierdzenie, że klasyki się nie komentuje itd. Bzdura! Szkolne lektury kojarzą się z nudą - przeważnie. Tutaj się naprawdę mile zaskoczyłam. Jestem po "Weselu" Wyspiańskiego, całkiem niezłego i po okropnym, po prostu strasznym "Jądrze Ciemności", kolejnym czynnikiem było to, że nienawidzę czytac na czas, a już napewno śpieszyc się z lekturą. Na szczęście w przypadku Żeromskiego, poszło szybko i przyjemnie.

Poznajemy historię Tomasza Judyma. Wędruje po Europie, żeby w końcu osiąśc w Warszawie jednak brak chorych i pewien nieudany wykład dot. higieny "motłochu" wymusza wyjazd. Jedzie więc do Cisów, za namową znajomego gdzie zdobywa sympatię pacjentów i sponsora na liczne modernizacje. Jask to zwykle bywa nie podoba się to starej gwardii rządzącej.

Ach, bardzo przyjemna lektura. Można poznac jak to ciężko było i jak w zasadzie niewiele się w naszym kochanym kraju zmieniło. Temat był trochę liźnięty w "Lalce" ale bardzo irytował  mnie Wokulski, w dużym przeciwieństwie do Judyma, który zawładnął całym moim płytkim sercem :)

Myślę, że porównanie Żeromskiego do Zoli nie jest specjalnie na wyrost. Główni bohaterowie obu pisarzy cechują się tym, że czują się gorsi od innych, niegodni szczęścia.Jeśli ktoś nie miał okazji przeczytac, to polecam całym sercem. Nie jest to opasłe tomiszcze a książka jest pozbawiona pompatyczności i nudy. Można się momentami uśmiechnąc a i wzruszyc. No i co interesujące, jest niebywale aktualna. Przynajmniej tak sądzę.

Jeśli chodzi o szkolne sprawki to przede mną "Chłopi". Tym razem w ogólę nie będę się nastawiac. Jak to zapowiedziała nasza nauczycielka "nastawcie się na ostre sceny seksu". Dlaczego mnie to śmieszy...

sobota, 03 października 2009
"Muzyka Duszy" - Terry Pratchett

To najdłużej męczona przeze mnie książka w całym 2009 roku, jak do tej pory. I nigdy nie powiedziałabym, że będzie to Pratchett. Nie zwalam winy na książkę - wrzesień jest ciężki a czytanie 3 stron dziennie zniechęca. Koniec końców odłożyłam nieodczytaną. Może też wina tego, że temat mi niezbyt przypadł do gustu. "Maskarada, "Piekło pocztowe" "Wiedźmikołaj" i "Potworny Regiment" bardzo mi się podobały więc brałam w ciemno.

W tym tomie Susan dopiero dowiaduje się kim jest jej dziadek, ten natomiast znudzony "życiem" rzuca swój zawód i wstępuje do wojska. Poznajemy również wykrokowy zespół trolla, krasnoluda i pseudo-elfa, którego gitara żyje własnym życiem i wywiera niemały wpływ na słuchaczy.

Pełno tutaj magii, pokręconych postaci (Król Szczurów mój faworyt, ilekroc gdzieś się pojawia mam nieopisaną radosc :) Napewno do niej wrócę bo cały Świat Dysku to czytelnicza uczta. Pratchett ma dar łączeniu gatunku fantasy z humorem i zagadką. Co jest fajne mimo kilkudziesięciu tomów, można zacząc od dowolnego i strasznie się nie pogubic, niemniej jednak moim małym marzeniem jest przeczytanie wszystkiego od przysłowiowej "deski do deski". Tą notką chcę zachęcic do przeczytania wcześniej wymienionych przeze mnie tomów - szczególnie "Maskarada" mnie zauroczyła. Była pierwsza i parodia "Upiora w Operze" jest prześwietna. Polecam!