NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

poniedziałek, 31 sierpnia 2009
"Złodziejka Książek" Markus Zusak

W te wakacje mam niewyobrażalne szczęście jeśli chodzi o lektury. „Złodziejka Książek” to już kolejna lektura, która rzuciła mnie na kolana. Dowodem na to jest pochłonięcie przeze mnie 500 stron w dwa dni. Miałam trochę inne wyobrażenie o niej, bo przyznam się bez bicia, wzięłam ją z biblioteki kojarząc okładkę i że podobno „jest dobra”. A tu taka niespodzianka!

„Kiedy Żyd wchodzi nad ranem do twego domu, w samym mateczniku ruchu nazistowskiego, masz prawo czuc dyskomfort, i to na wielu poziomach. Strach, niedowierzanie, paranoja. Każdy z tych czynników gra swoją rolę i każdy sprawia, że spodziewasz się jak najgorszych konsekwencji. Pulsujący strach. Bezlitosny.”

Właśnie przybrana rodzina tytułowej „złodziejki”, sieroty, Liesel, przygarnia Żyda. To on ale i kochający papa, chłopiec o słomianych włosach Rudy i klnąca niczym szewc matka Rosa kształtują dziewczynkę, jej wrażliwość i poglądy. Każda z tych osób uderza dobrocią i miłością do dziewczynki. A ona, z początku wystraszona i zagubiona, przerażona śmiercią brata dojrzewa na kartach książki by pod koniec nieśc otuchę wystraszonym ludziom, czytając im w schronie. Bo czytanie, umiejętność, którą odkupiła wielkim trudem, jest dla niej bardzo ważne. Sprawia jej to niewymowną radosc, a jeszcze większą, zdobywanie nowych książek. Co mnie tak ujęło? Jej historia. Bo tyle bólu ile to dziecko doświadczyło w tak młodym wieku, przytłacza nawet czytającego. A najgorsze jest to, że niewyobrażalna ilośc ludzi tak cierpiała podczas wojny. Kolejna książka ukazująca jej bezsens ale w piękny, prosty sposób nie szukając winnych i ofiar. Mamy tu środowisko Niemców, normalnych obywateli, którzy też boją się wojska, śmierci, martwią się, biedują. Stosunek do Żydów też jest różny—niektórzy chcą pomóc (licząc się z bolesnymi konsekwencjami) inni ich nienawidzą a inni są bierni ze strachu. Nic nie jest tutaj czarne lub białe.

Co jest najciekawszym elementem to narracja Śmierci. Pomiędzy epizodami uskarża się na dużą ilośc pracy, przyznaje się do słabości, opisuje stosunek ludzi do niej. To było coś bardzo oryginalnego i niezapomnianego. Co mnie zawiodło, to to, że za szybko się skończyła. Chciałabym wiedziec dokładniej jak Liesel dała sobie radę, po tym co ją spotkało, jak ułożyła sobie życie. Być może pozostawienie niedosytu było zamierzone… Markus Zusak stworzył powieśc obok której nie można przejść obojętnie, która uderza pięknem i prostotą, która nie ocenia a opisuje.

Recenzja może być trochę chaotyczna za co przepraszam, ale książka tak mi się podobała, że naprawdę nie potrafię tak dobrze ując moich odczuc. Polecam każdemu!

środa, 26 sierpnia 2009
"Jonathan Strange i Pan Norrell" Susanna Clarke

Jestem absolutnie zachwycona tą książką. To taki wstępny komentarz. Zachęcona recenzją Germini przy najbliższej sprzyjającej okazji udałam się do biblioteki. Trochę przeraziły mnie trzy tomy. Niepotrzebnie! Książkę dosłownie wchłonęłam. Zawsze lubiłam fantasy ale dawno, z braku czasu nie czytałam a ta książka nasyciła mnie magią z nawiązką.

Anglia w latach magicznego kryzysu. Magowie-dżentelmeni nie czarują. Bo są dżentelmenami. A dżentelmenom wystarcza wiedza teoretyczna, nie muszą nic udawadniac sztuczkami. Jednak pewnego dnia pan Segundus i Honeyfoot postanawiają przywrócic magię w Anglii, już tą praktyczną. Niestety jedynym w miarę praktykującym magiem jest pan Gilbert Norrell, mający magów, delikatnie mówiąc, gdzieś. Jednak po wizycie dwóch dżentelmenów dochodzi do wniosku, że udowodni swoje umiejętności w zamian za bycie jedynym, prawowitym magiem Anglii.
Norrell, miłośnik ksiąg tak naprawdę niewiele różni się od reszty, nie jest skory do praktykowania, nie jest nawet towarzyski. Ma jednak swoją słabą stronę, jest szalenie próżny. Pewnego dnia pojawia się niejaki Jonathan Strange, całkowite przeciwieństwo Norrella, pełen zapału i talentu jest przeznaczony do bycia magiem. No i w końcu zostaje uczniem Norrella. Dwaj panowie całkiem dobrze się rozumieją aż do wyjazdu Strange’a na wojnę do Hiszpanii. Tam priorytety i poglądy mu się zmienią i będzie pragnął czegoś więcej, niż życia w cieniu swego nauczyciela. Dodatkowo, wychodzą na jaw nieprzyjemne skutki wskrzeszenia przez Norrella pewnej młodej kobiety…

Trudno streścic fabułę nie spojlerując. Jest przepełniona magią i magicznymi istotami. Postacie są świetnie zarysowane. Moje ulubione to Strange, jego żona Arabella, pan Honeyfoot i John Childermass. Nie mogę nie wspomniec o Dżentelmenie z Włosami jak Puch Ostu ;) Jest uroczy! Co ważne, powiesc nie ma w sobie za grosz infantylności, stoi na bardzo wysokim poziomie i teraz widzę, że nie sztuką jest naszpikowac książkę elfami, wróżkami i zaklęciami ale wplątac te elementy w historię, ludzkie dylematy, dodac szczyptę humoru i doprawic melancholią. To są właśnie te czynniki, które czynią tę historię wyjątkową i z pewnością niezapomnianą. 
Wplecenie wcześniej wspomnianej historii Anglii jest bardzo interesujące możemy bowiem poznac księcia Wellingtona z tej bardziej osobistej strony czy hulakę Byrona. Nie nuży, a jeśli jeszcze ktoś lubi historię to już tym bardziej go to zainteresuje.

Trochę denerwuje to podzielenie na trzy tomy, oryginalnie jest to jedna książka. Nie wiem dlaczego tak się stało u nas. Do tłumaczenia nie mam zastrzeżeń, niemniej jednak na pewno przeczytam jeszcze raz w oryginale. I jeszcze pomysł ekranizowania mnie przeraża, bo mogą tę historię nie tylko skrócic ale i spłycic. No ale nic, wszystko wyjdzie w przysłowiowym praniu a ja jeszcze raz gorąco polecam!

wtorek, 18 sierpnia 2009
"Hańba" J.M.Coetzee

Nie, nie, nie. Nie polubiłam tej książki. Co nie znaczy, że nie była dobra. Ja po prostu muszę chociaż trochę polubic bohatera. Natomiast David Lurie był daleki od wszelakich sympatii. Podstarzały, znudzony profesor bez pasji, nieudolnie próbujący stowrzyc operę o Byronie i czerpiący radośc z przelotnych romansów z coraz to młodszymi kobietami irytował mnie przez całe 250 stron.

Właśnie ostatni romans z młodziutką Melanie ściąga na niego kłopoty. Ta bowiem wnosi pozew o wykorzystanie. Sam David cały czas mówi o ogniu , który w nim rozpaliła w ogóle nie zwracając uwagi na jej odczucia, że byc może ją osaczył i zmusił. On tak tego nie widzi niemniej jednak traci wszystko - pozycję i pracę dlatego wyjeżdża na farmę do jedynej córki Lucy.

Lucy już polubiłam. Było mi jej autentycznie żal. Zaniedbywana przez ojca chcąc pokazac swą niezależnosc kupuje farmę na odludziu i zajmuje się psami. Dodatkowo gardzi mężczyznami a kolejne związki z kobietami nie trwają długo. To sprowadza na nią tragedię. Tragedię , która zmieni życie jej i jej ojca.

Coetzee porusza problem tzw. gwałtów naprawczych (znalazłam takie określenie w Internecie, nie wiem czy słuszne) mających miejsce w Afryce. David będący praktycznie świadkiem jest w szoku i chce znalezc sprawiedliwosc. Działa to na niego jak kubeł zimnej wody, żyjący cały czas w swoim własnym, egoistycznym świecie nie zdaje sobie sprawy, że nic nie zrobi bo po pierwsze jego córka taki los wybrała, po drugie jest jednym z nielicznych białych, po trzecie mieszkańcy wcale się temu nie dziwią i niemo popierają sprawców.

Lucy coraz bardziej zamyka się w sobie, przestaje wychodzic z domu a David w końcu zaczyna martwic się kimś oprócz siebie. Jednak na ojcostwo jest już trochę za późno. Sam bohater nie przechodzi dosłownego katharsis sam bowiem twierdzi, że jest za stary, żeby się zmienic.

Co zauważyłam, bohaterzy prozy Coetzee są pogodzeni z losem, pewna sytuacja wzmaga w nich chęc walki jednak przestają zdając sobie sprawę ze swojej bezsilności. Co więcej, mimo wszysktich przykrości użalają się nad sobą i cały czas wracają do tego jak im jest źle i co oni przeżywają. Chyba to najbardziej mnie irytuje.

Jednak muszę przyznac, że książka jest bardzo dobrze napisana. Całą historię poznajemy tylko z subiektywnej perspektywy bohatera co zmusza nas samych do zastanowienia się jak to mogło wyglądac z innej strony. Nie skreślam jej, zapewne za kilka lat spojrzę na nią całkiem inaczej. Po głębszym zastanowieniu polecam.. Bo jak pomyślę o Davidzie to zbiera mi się piana, a podobno książka, która nie wywołuje emocji to zła książka. Czyli ta jest dobra :)

piątek, 14 sierpnia 2009

Pierwsze moje spotkanie z tą słynną polską pisarką zakończyło się powodzeniem. "Dewajtis" jest podobno najlepszą jej powieścią jednak po niej nabrałam ochoty na więcej.

Głównym bohaterem jest Marek - najstarszy syn Czertwana, który umiera już na początku książki dając swemu pierwowordnemu ziemię matki. Jest jeden warunek. Chłopak ma zajac się dobrami przyjaciela Czertwana - Orwida, dopiero po oddaniu majątku w ręce jego dziedziców, może zając się własną ziemią. Marek pracowity, dbający o macochę, rozrzutnego brata i chcącą uczyc się siostrę w ogóle nie myśli o sobie. Wydaje sie, że traktuje się jako ofiarę oddaną wyzszym celom a jego uczucia nie są nic warte. Przez ciężką, niedocenioną pracę przyrównany jest w książce do rycerza Wajdewuty. W tej historii Wajdewuta na końcu triumfuje. Czy tka też stanie się z Markiem, o tym wie tylko stary dąb Dewajtis.

Hisotria prosta, tak naprawdę przewidywalna ale podobała mi się. Jako, że Rodziewiczówna pisała w latach zaborów, głównym wątkiem jest tutaj miłośc do ziemi ojczystej ( w tym przypadku matczynej) i przełamywanie barier zakorzenionych w psychice. Mamy też całą gamę postaci. Od twardego Marka, przez dobrodusznych krewnych aż do fircyka Witolda.

Szczerze powiedziawszy na początku chciałam rzucic książkę w kąt. Akcja strasznie się wlekła i już na samym początku poznajemy prawie wszystkich bohaterów przez co nazwiska się mieszają i w końcu nie wiadomo o co chodzi. Jednak wartko było dobrnac, lektura wywołała uśmiech na twarzy i napewno sięgnę po inne tytuły. Co mnie skłoniło do sięgnięcia po nią? Wycieczka na Białoruś gdzie właśnie zobaczę Dewajtisa. Mam nadzieje, że ta romantyczna i sentymentalna czesc mojego charakteru się nie zawiedzie :)

piątek, 07 sierpnia 2009
"Sto odcieni bieli" Preethi Nair

"Przebaczenie ma magiczny wpływ na duszę i może zdziałac cuda. [...] Jeśli złamane serce zdobędzie się na wybaczenie, rodzi się energia, która nawet największe przeszkody rozbija w drobny pył."

Wybrałam ten cytat ponieważ przebaczenie jest w tej książce najistotniejsze. Dopiero ono mogło dac bohaterom szczeście. Nalini wywieziona z Indii do Londynu wkrótce zostaje porzucona przez męża, razem z dwójką małych dzieci musi zacząc wszystko od nowa. Z luksusowego apartamentu przenoszą się do zatęchłej klity a Nalini, żeby zarobic na życie siedzi od rana do nocy w fabryce. Wkrótce dzięki pomocy nieznajomych i oddaniu się gotowaniu, staje na nogi. Gotowanie. To kolejny element. Kuchnia bowiem w tej książce jest czymś więcej niż tylko przygotowywaniem posiłku. Potrafi ukoic troski, wzbudzic uczucia czy rozproszyc smutek. Umiejetnosc gotowania jest przekazywana z matki na córkę. Maya, córka Nalini jednak nie chce uczyc się od matki, wyrzeka się kultury i tradycji, obwinia matkę za odejście ojca i z biegiem lat coraz bardziej się od niej odsuwa aby w końcu uciec. Nawet odległa Hiszpania nie da jej ukojeni bowiem z tragediami i pretensjami trzeba się uporac, nie można od nich uciec. Kluczem do przebaczenia jest prawda. Czy Mai uda się ją odnaleźc?

"Kiedy człowiek wie, co jest nie tak, ale czuje się wobec tego bezsilny, woli udawac ślepego, bo w ten sposób mniej cierpi."

Zagubienie, niezrozumienie, samotnośc to chyba niedołączne elementy naszego życia. Która z nas nie miała problemów z dogadaniem się z rodziną, z odnalezieniem siebie i swojego miejsca. Niektórzy nigdy go nie znajdują. Książka przepięknie pokazuje wszystkie skomplikowane relacje tak bliskie każdemu z nas. Fabuła wciąga praktycznie od samego początku. Co więcej, można uszczknąc co nieco o kulturze Indii, szczególnie o celebracje gotowania tu chodzi. Opisy przypraw mnie urzekły. Co do bohaterów Nalini wzbudziła we mnie współczucie i przez całą książkę jej dopingowałam. Maya była irytująca, szczególnie jako dziecko ale potem najzwyczajniej było mi jej żal i koniec końców polubiłam ją.  Książka była fantastyczna i z pewnością kiedyś jeszcze do niej wrócę. Bezwględnie polecam. Dodatkowo jest skarbnicą mądrości. Na koniec jeszcze jeden piękny cytat:

"Może teoretycznie istnieje sto niuansów przedstawiania prawdy, całe spektrum od barw najjaśniejszych do najciemniejszych, które należy dostosowywac do wrażliwości odbiorcy. Ale mimo to często trudno jest powiedziec prawdę."

 
1 , 2