NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

sobota, 27 marca 2010
Burton w króliczej norze i czarnoskóra księżniczka

Ostatnimi czasy:

a.) mam depresje związaną z maturą (wiem, za rok będę się z tego śmiała)

b.) uczę się dzień i noc

c.) oglądam filmy

Moje ostatnie lektury to odmóżdżająca saga o Sookie Stackhouse pani Charlaine Harris (której to poświęcę osobną notkę) więc i tym razem napiszę o filmach.

Miałam niedawno okazję obejrzec dwie Disneyowskie produkcje - blockbuster "Alicja w Krainie Czarów" oraz "Księżniczka i Żaba". Co mnie skłoniło do napisania o tym? Ten pierwszy to był mój absolutnie numer jeden w tym roku - bo Burton, bo Depp, bo Alicja. No i psikus. Natomiast druga, już animacja, do której przyznaję się, podchodziłam sceptycznie BO TO JUŻ nie to samo co "Piękna i Bestia" czy "Pocahontas". I tutaj też byłam zaskoczona. No ale do rzeczy.

Tak jak napisałam wcześniej - to był mój pewnik. Uwielbiam Burtona (szczególnie "Dużą Rybę" i "Miasteczko Halloween"), do tego Johnny Depp, którego może nie uwielbiam ale bardzo szanuję i podziwiam. No a przede wszystkim niesamowita historia, znana chyba każdemu, dająca naprawdę ogromne pole do popisu. Niestety, Burton spaścił na całej linii. Scenariusz jest bardzo zły. Niepotrzebnie zmieniony, momentami wręcz nudny i boleśnie banalny. Kapelusznik w wydaniu Deppa mnie odrzucał, wyobrażałam sobie tę postac całkiem inaczej, tutaj wydawała mi się niepotrzebnie przekombinowana, szczególnie wizualnie. Może to co napiszę wyda się krzywdzące, ale mam wrażenie że od paru dobrych filmów, gdyby Depp nie był przebrany, nie odróżniłabym żadnej z jego ról... Alicja to taka szara, ładna myszka ale niezbyt charakterystyczna. Tak naprawdę moimi numerami jeden jest gąsienica Absalome obdarzona głosem Alana Rickamana oraz kot z Cheshire, którego miałam ochotę przytulic - był taki uroczy, cyniczny i puchaty! To oraz ogólny obraz Krainy Dziwów to wg mnie jedyne pozytywne strony. Boli mnie, że Burton tak spadł. Albo się wypalił albo za bardzo Disney go ograniczył (to dlaczego się zgadzał). Mam nadzieję tylko, że jeszcze kiedyś uda się mu zaskoczyc, ale pozytywnie. Pytanie na koniec - na co tutaj to 3D? Efekty mnie nie powaliły, ot raz ręka wylazła z ekranu. Niezbyt krozystnie to wpłynęło...

Po tych gorzkich słowach przejdę do drugiej pozycji na wspomnienie której samoistnie się uśmiecham. "Księżniczka i Żaba" przypomniały mi dzieciństwo! To właśnie ten stary, dobry Disney, którego pamiętam i którego mi brakowało.

Tiana, mieszkanka Nowego Orleanu od dzieciństwa marzy o otwarciu luksusowej restauracji. W tym celu dnie i noce spędza w pracy jako kelnerka. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje egoistyczny i snobistyczny książe zmieniony w żabe. Obiecuje jej pieniądze w zamian za pocałunek, który go odmieni. Zdesperowana Tiana decyduje się wbrew sobie i cóż, zamienia się żabę! Aby wszystko odkręcic muszą znalezc starą szamankę zamieszkującą puszczę. Już pomijam fakt tradycyjnej animacji (bez zarzutu) ale w tej bajeczce jest magia. Prześliczne piosenki (o dziwo polski dubbing jest całkiem dobry), uroczy bohaterowie no i Nowy Orlean and all that jazz! Śmieszą mnie uwagi typu: Disney chce byc poprawny politycznie dlatego zrobił czarnoskórą księżniczkę. Pff! Właśnie takie czepianie dowodzi jakiś uprzedzeń. Dzieci nie zwracają uwagi na taki nieistotny szczegół jak kolor skóry, niektórzy dorośli powinni brac z nich przykład. Oprócz tego bajka przekazuje uniwersalne wartości jak przyjaźń, miłośc czy uczciwosc czyli coś co powinno byc przekazywane dzieciom. Ostatnie bajki jednak robione są pod dorosłych - tak zauważyłam. Cóż więcej mogę tutaj dodac - jak coś mi się podoba, to specjalnie się nie rozpisuję, o!

 

19:55, paper-lanterns , filmoteka
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 marca 2010
"Narrentrum" A. Sapkowski

Rok 1420 miał przynieśc koniec świata. Ostatecznie do tego nie doszło, jednak dla obiecującego medyka Reinmara von Bielau zwanego potocznie Reynevanem, nastał początek końca. Niefortunny romans, tajemnicza śmierc brata, w końcu oskarżenie o herezje zmuszają młodzieńca do ucieczki na Węgry. W towarzystwie demeryta Szarleja oraz (z pozoru) przygłupa Miodka, przemierzy on średniowieczny Śląsk a także i husyckie Czechy. Czy uda mu się dojsc do celu? Jaką rolę w wyprawie odegra tytułowe Narrentrum – Wieża Błaznów?

Mam nadzieję, że tym króciutkim wstępem zachęciłam do lektury. BO WARTO. Mistrz polskiego fantasy nie zawiódł, bardzo nie. Mimo iż „Narrentrum” to nie takie stricte fantasy, autor tak sprytnie opisał współistnienie dwóch światów, że uniknął zarówno typowej fantastycznej opowiastki jak i nudnawej historycznej epopei. Lekko opisuje zarówno pościgi, spotkanie z różnymi dziwnymi stworkami jak i np. sabat czarownic okraszając to wszystko zjadliwym i ironicznym humorem. Dodatkowo tak prowadzi wątek i tak enigmatycznie kończy każdy rozdział, że nie można odłożyc książki!

Muszę szczerze przyznac, że miałam obawy bo saga o Wiedźmine jest dla mnie czymś fenomenalnym a najnowsza „Żmija” woła o pomstę do nieba. A tutaj proszę, quelle surprise. Oczywiście – nie spodoba się tym, którym ani trochę nie spodobał się np. „Potop” (to jest o niebo lepsze ale jednak trzeba liczyc się z historią, która pojawia się tu gęsto) jak i tym, którzy nie mieli nic wspólnego z fantastyką.

Ja z mojej strony polecam, bardzo miło spędziłam czas na lekturze i czekam na pomaturalny czas aby zacząc drugi tom. I wiecie co jeszcze? Jestem dumna, że taka dobra polska książka mnie spotkała. Ostatnio w ogóle jestem pro jeśli chodzi o lit. rodzimą.  Przyznam szczerze, że dopiero ta książka oświeciła mnie jeśli chodzi o wojny husyckie i ich wpływ na Polskę. (wstyd mi) Nawiasem mówiąc - uważam, że to świetny materiał na film! Teraz pomysłałam, że Wiedźmin też był, przypomniał mi się film i jest mi teraz smutno ;D