NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

niedziela, 27 grudnia 2009
"Wicked" - Gregory Maguire

Przypomnijcie sobie słynną opowieść o Czarnoksiężniku z Krainy Oz. Była tam sobie dobra Dorotka nękana przez złą Wiedźmę z Zachodu. Każdy dzieciak bał się Czarownicy i dopingował Dorotce. Ale w „Wicked” poznajemy drugą stronę medalu. Kim tak naprawdę jest Wiedźma, dlaczego nienawidzi Dorotki i dlaczego właściwie jest tą złą?

Elphaba obdarowana przez Bezimiennego Boga zieloną skórą, będącą karą dla ojca pastora i rozwiązłej matki, pozbawiona czułości w dzieciństwie od zawsze uważała, że nie posiada duszy. Z pozoru niezależna, sceptyczna i ironiczna wobec otaczających ją ludzi nie budziła powszechnej sympatii. Matka szukająca ukojenia i zapewnienia, że z nią jest w porządku urodziła drugą córkę – Nessarose – najważniejszą istotę w życiu Elphaby. Książka podzielona jest na części. W pierwszej zasadniczo poznajemy historię rodziców Elphie, ich dążenia i zachowanie, które miało niemały wpływ na dalsze losy ich dzieci a oprócz tego nastroje polityczne w Munchkinladzie będące katalizatorem dla działam Czarnoksiężnika. Następnie wgłębiamy się w lata nauki w szkole Shiz, gdzie Elphie poznaje przyjaciół oraz rozpoczyna walkę o równouprawnienie Zwierząt. Im dalej tym Elphie zdaje sobie sprawę, że władza w Ozie wcale nie jest dobra, że nikomu nie można ufać, doświadcza jak trudno ochronić siebie i swych bliskich przed przeznaczeniem. Nie było tak jak każdemu się wydaje- że Wiedźma z Zachodu zawsze była samotna i zła. Przeżyła wielkie namiętności, śmierć bliskich i to właśnie miłość doprowadziła do jej końca. A może do jakiegoś lepszego świata.

Pomysł opowiedzenia tej historii z innej perpektywy od razu mnie zachwycił, zawsze te czarne charaktery były dla mnie bardziej pociągające, co ważniejsze, nie zawiodłam się. Maguire stworzył wręcz jeszcze bogatszy świat, który wciąga nas z każda kolejną stroną a główna bohaterka chwyta za serce i daje się lubic. Co mi się jeszcze podobało – Maguire nie zmienia historii, on opowiada ja tak, ze ta znana nam wcześniej nabiera głębszego sensu i przekazu. „Wicked” zmieniło nie do końca jasny pościg kogoś złego za kimś dobrym w desperacką próbę uratowania resztek wspomnień po ukochanej osobie i złuda, że to ukoi złamane serce.

Dla niecierpliwych polecam oryginalna wersję, bardzo ładnie i w miarę prosto napisana. Natomiast z tego co znalazłam, polskie wydanie pojawi się gdzieś w 2010.

środa, 23 grudnia 2009
"Granica" Zofia Nałkowska

Miałam sobie odpuścić, bo to koniec roku, zaraz recenzja ciekawszej książki ale stwierdziłam, że dlaczego skoro to jedna z najlepszych lektur obowiązkowych!

Zenon Ziembiewicz, syn upadłych szlachciców, nie ma zamiaru brać przykładu ze swego nieudolnego ojca potępiając w nim brak wiedzy, patrzenie z góry na prostych ludzi i rozwiązłość seksualną. Z tym ostatnim jednak jest ciekawie, bowiem sam odziedziczył ojcowskie ciągoty. W jego życiu pojawia się najpierw chora Adela, potem chłopka Justyna na koniec mieszczanka Elżbieta. Między tymi dwiema lawiruje cały czas nie wiedząc za bardzo jak się zachować bo niespodziewana ciąża Justyny staje się zagrożeniem dla świetlanej przyszłości u boku Elżbiety...

Trochę brzmi jak fabuła taniej telenoweli, ale ta książka, w której Zenon jest tak naprawdę tylko "narzędziem", że się tak wyrażę, pokazuje jak silne są kobiety. Justyna mimo przeciwności losu, samotna na świecie jak palec jakoś wiąże koniec z końcem w mieście, Elżbieta wychowywana bardzo rygorystycznie, nie potrafiąca okazywać uczuć mimo poczucia zdrady i oszukania zostaje z Zenonem i pomaga Justynie. Niewiele osób by tak postąpiło, ja z pewnością nie. Nie mogę nie wspomnieć matki Zenona, której mąż opowiadał o swych romansikach i prosił o wybaczenie. Dawała mu je. Jej osoba naprawdę momentami budziła we mnie pusty śmiech.

Zenon na pewno nie jest jednym z moich ulubionych bohaterów. Niby nie chce być taki jak ojciec a nie tylko nie może oprzeć się Justynie ale wymaga od Elżbiety wybaczenia i pomocy. Trudna powiesc ale na pewno nie żałuję tej lektury i polecam. Dla mnie osobiście Nałkowska jest już moim kolejnym faworytem zaraz po Żeromskim jeśli chodzi o lektury.

 

W tej notce chciałabym również wszystkim blogowiczom zyczyc wspaniałych świąt, żeby w dzisiejszych czasach (pisze to dziecko popkultury) nie zatracic tej magii płynącej z radości i bliskości, żeby wypocząć, nabrać sił i żeby Wigilia wyszła wspaniale bo podobno jaka Wigilia, taki cały rok! No i oczywiście mnóstwa książek pod choinkę ;)

niedziela, 06 grudnia 2009
Mikołajkowy prezent.

Dziś na przekór postanowieniom o książkach nie będzie. Moim tegorocznym prezentem był wypad do Chorzowskiego Teratru Rozrywki na musical "Jekyll & Hyde" bo wielką fanką musicali jestem a ta historia jest idealna do takiej formy. Dwa lata temu byłam w Romie na "Upiorze w Operze" i byłam przeszczęśliwa ale to co zobaczyłam wczoraj przekroczyło moje naśmielsze oczekiwania!

Zacznę od początku bo już oczy zaświeciły mi się na sam widok wyremontowanego teatru. Roma przy tym to nędzna szopka (będę porownywac no bo inaczej się nie da!) przy czym Chorzów jest 40min od mojego miasta a Warszawa z 5 godzin tłuczenia się pociągiem. No nieważne, przechodze do sedna. Zarezerwowałam stateczny trzeci rząd, żeby byc w miarę blisko. Jakież było moje zaskoczenie kiedy okazało się że 3 rząd przemienił się w 1 bo powiększono scenę ;D Na jednym z naszych miejsc leżała tajemnicza czarna płachta niewiadomego celu. Wszystko się wyjaśniło.

Już pierwsze chwile zapierały dech w piersiach. Sztuka w miarę wierna książce jednak tutaj oprócz dowistości natury na pierwszy plan wysuwa się fasada, którą jest nasze życie w którym cały czas ukrywamy swoje prawdziwe ja. No i tak każdy z mieszkańców Londynu miał własny "prawdziwy" cień. Dawno się tak nie bałam. Siedząc w pierwszym rzędzie cienie się tłoczyły w stronę widowni strasznie się wykrzywiając by w końcu jeden z nich spektakularnie na nas skoczył. Moja trauma potrwa jeszcze długo! Jednak mimo bliskości w końcu przestałam się bac, że dostanę z buta w twarz i skupiłam się na grze i muzce. Nie mogę się doczepic, po prostu majstersztyk w każdym calu.

Pan grający Jekylla/Hyde'a był naprawdę rewelacyjny, zresztą jak i reszta obsady nie ma się tu nawet co rozpisywac! Muzykę znałam wcześniej przezornie przesłuchując :) Co mnie tak uderzyło to, że przedstawienie żyło, nie wiem jak to inaczej ujac. Np. jeden zabity pan leżał wśród widowni, przy mordestwie Lucy Harris skapnęła na nas krew a tancerze ze sceny z burdelowej całowali panie po rękach.

Jeśli ktoś lubi mroczne klimaty, super opowiedzianą historię i przepiękną muzykę to będzie tak zachwycony jak i ja! W moim osobistym rankngu zdetronizował "Upiora w Operzę" :)

Moje ulubione kawałki do przesłuchania: Facade, This is the moment i na koniec Someone Like You

14:41, paper-lanterns , muzycznie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 grudnia 2009
„Zerwać pąki, zabić dzieci” - Kenzaburo Oe

Przypadkowo wpadła mi w ręce ta lektura, do tego noblisty, i powiem śmiało, że to jest to czego szukam w książkach. Czegoś co mną wstrząśnie, co da do myślenia i nie pozwoli zapomnieć przez kilka następnych tygodni a może i lat.

Debiutancka powieść Oe została wydana już w 1958r. a brzmi tak niepokojąco współcześnie. Poznajemy grupkę chłopców, którzy zostają wysłani z poprawczaka do górskiej wioski. Wieśniacy ich nienawidzą, już po drodze widać jak nieprzychylnie są nastawieni. Na miejscu są traktowani gorzej od zwierząt co jest naprawdę przerażające i nie do pomyślenia jeśli cały czas mamy w głowie to, że bohaterowie są dziećmi. Zamknięci w jakiejś okropnej szopie, karmieni dosłownie „ścierwem”, słuchający jęków chorego kolegi zdani są na przychylność losu. Pewnego dnia wieśniacy w obawie przed zarazą, która zabiła już dwoje ludzi uciekają zostawiając chłopców , mało tego, barykadują jedyną drogę ucieczki. Wydaje się, że paradoksalnie dzieciaki są bezpieczne ale zło zawsze wraca.

Głównym bohaterem jest jeden ze starszych, nie poznajemy jego imienia. Poprzez jego wizję łatwiej jest zrozumieć horror wojny. Mimo dojrzałości z jaką się wypowiada z powieści wręcz emanuje strach. Bywają chwile szczęścia – pierwsza miłość, ukochany brat czy zabawy na śniegu. Ale czymże to jest w porównaniu z piekłem, która spotyka ich ze strony dorosłych? Oni właśnie są tutaj ukazani jako nieludzkie potwory, aż zadziwia to, jak można być tak bezwzględnym.

Tak jak wcześniej wspomniałam, z powieści bije strach, niepokój. Nie czytałam aż tak wielu książek o tematyce wojennej. Były to albo stricte historyczne albo wojna była odległym tłem. Tutaj jest kwintesencja wojny a może raczej co ona robi z ludźmi. Jak niszczy życia. Prowadzi do tego, że śmierć jest najszczęśliwszą opcją. Mimo że akcja toczy się w Japonii książka napisana jest tak sugestywnie, że można każdą wojnę i każdą kulturę podstawić. Prosty i lakoniczny język dopełnia grozę. Polecam, mimo że moim zdaniem porównanie na okładce do „Władcy Much” jest troszkę nieadekwatne. Książki Goldena nie strawiłam, a tutaj szłam z zapartym tchem. Nie zarzekam się i jestem pewna że do „Władcy” jeszcze wrócę. Co do powieści Kenzaburo Oe, to jest to jedna z tych, które trzeba przeczytać.