NAPISZ DO MNIE: waflowo@gmail.com
Spis moli

sobota, 13 lutego 2010
Blogowy debiut czyli... film. "Fish Tank"

Może się wydawac, że blog zginął śmiercią naturalną ale nadal trwa, dla mnie nastały ferie więc pośród zaplanowanych powtórek do matury mam plany go trochę ożywic. Dlatego też, żeby przełamac okres posuchy postanowiłam napisac recenzję filmu. Zbierałam sie zeby to zrobic od... stycznia? :)

Na pierwszy rzut wybrałam niedawno obejrzany film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, laureat nagrody festiwalu w Cannes, brytyjski "Fish Tank".

15-letnia Mia mieszkająca wraz z matką i młodszą siostrą gdzieś na Wyspach jest buntowniczką. Przeklina, nie chodzi do szkoły, bije się, a przede wszystkim jest bardzo zamknięta w sobie. Z otoczeniem porozumiewa się monosylabami, pomrukiem albo wcześniej wspomnianymi obelgami. Jedyną rzeczą w której się odnajduje to taniec - podczas niego zamienia się w niewinną, zagubioną dziewczynę z pasją. Jej życie i sposób postrzegania zmienia się wraz z pojawieniem się nowego kochanka matki, Connora.

Z początku temat wydawał mi się oklepany. tańca jest ostatnio zbyt dużo, wszędzie. Ogłupiające programy w TV, nic nie przekazujące filmy. Tutaj jest inaczej bo taniec jest tylko jednym z elementów, które mają jakiś wpływ na Mię.

Dziewczyna wychowywana bez ojca, przez matkę, której życie sprowadza się do kolejnych imprez, w dzielnicy gdzie nie ma większych perpektyw niż podwórkowy gang czy praca w sklepie wcale nie wydaje się wyróżniac ponad innych. Oprócz pasji i gdzieś głęboko ukrytego pragnienia lepszej przyszłości i czułości, której nigdy nie zaznała.

W tym momencie trzeba przejśc do drugiej kluczowej postaci wspomnianego wcześniej Connora. Facet zjawia się znikąd a spotkanie tych dwojga w kuchni będzie miało na Mię wielki wpływ. To właśnie on da Mii poczucie bezpieczeństwa i uczucia (przynajmniej chwilowego), sprawi że nastolatka poczuje się "chciana" i wysłuchana.

Jednak kolorow nie jest, bo życie tych kolorów za wiele nie ma. Casting na który dostaje się Mia, traktowany przez nią jak przepustka do lepszego życia okaże się klapą, uczucie pomyłką. Ale na przekór wszystkiemu pewne przypadkowe spotkanie będzie światełkiem w tunelu.

Co mnie się podobało, to ukazanie Wielkiej Brytanii z tej szarej, smutnej strony, takiej jaka istnieje w każdym kraju - miejsce bez perspektyw mimo możliwości. Dodatkowo Mia, typ człowieka którego się nie lubi, noszącego w sobie jakiś żal i zło. Film pokazuje, że nic nie dzieje się bez przyczyny a czasami niewiele pozwoli się takiej osobie otworzyc. Wszechobecne przekleństwa aż rażą ale ludzie nie potrafią inaczej się porozumiewac. W pamiec zapadło mi, kiedy młodsza siostra Mii zamiast powiedziec do niej: kocham cię, burczy: nienawidzę.

Tak naprawdę nie tylko Mia odgrywa tutaj kluczową rolę. Matka - samotna matka, odnajduje się tylko na imprezach, na których może zapomniec o swoim przegranym życiu, czuje się doceniona i zapomina, że ma dzieci, którymi trzeba się zajac. Connor, normalny człowiek, gdzieśtam normalnie żyjący, w dzielnicy slumsów wyrasta na miarę boga, przepustkę lepszego życia i namiętnego kochanka. Tytułowy staw to dla niego właśnie dzielnica Mii. Wszystko łatwo przychodzi. Dla Mii staw to symbol rodziny. Tam właśnie Connor zabiera dziewczyny na wycieczkę i to właśnie tam dziewczyna odczuwa co to rodzina i co to troska.

To wszystko składa się na niezbyt optymistyczną wizję przyszłości ale otwarte zakończenie daje nadzieje, że może chociaż jednej z tych osób się udało. I ja byłam dumna z Mii, której kibicowałam ale z którą z pewnością bym się nie zaprzyjaźniła, ba, która przez pierwszą częsc filmu okropnie mnie denerwowała.

15:51, paper-lanterns , filmoteka
Link Komentarze (4) »