|
Archiwum
Zakładki:
01. Ja i Internet
02. Odwiedzane Blogi
03. Przeczytane 2009
|
środa, 11 listopada 2009
Żeromski znowu podbił moje serce...
...czym zaliczam go do grona moich top polish. Bo tak naprawdę to za polską prozą nie przepadam. Nie zarzekam się rzecz jasna bo Dehnel czeka, uwielbiam Sapkowskiego ale do 3 liceum do kiedy przeczytałam "Ludzi Bezdomnych" zastanawiałam się czy Polska ma jakiegoś sztampowca, który wspasowałby się w moje klimaty a tu proszę, jest! Zanudzam tak, bo może kogoś naprawdę zachęcę do przeczytania jakiegoś dzieła tego pisarza. Jestem świeżo po "Przedwiośniu", które bardzo mi się podobało i o któtym zaraz tutaj napiszę. Akcja rozpoczyna się daleko w Rosji, w mieście Baku gdzie poznajemy rodzinę Baryków. Ojciec Seweryn wyrusza na wojnę, Cezary syn łapie wiatr w skrzydła i daje się nieźle we znaki matce, która koniec końców umiera przytłoczona chorobą, smutkiem i tęsknotą. Cezary nie ma łatwo, praca przy kopaniu trupów nie dostarcza zbyt wielu pozytywnych emocji ale odnalezienie ojca i podróż do Polski obiecują lepszą przyszlosc. Potem kolejny czytamy o perypetiach Baryki w majątku przyjaciela, gdzie wikła się w "niebezpieczne związki". Jest ponętna Karolina - upadła szlachcianka, jest też i Laura - zmysłowa i namiętna pani na włościach. Cezary głupcem jest więc wybiera źle ale o tym już nie będę spojlerowac. Koniec końców jednak młody Baryka ląduje w Warszawie miotając się i szukając celu w życiu, kończąc dosyc zagadkowo. A to wszystko na tle przemian politycznych i złowrogiego widma komunizmu ze wschodu. Co mnie tak w Żeromskim urzeka? Ciekawie pisze - co jest w lekturach rzadkością, pisze zgrabnie i lekko czyli czyta się szybko, nie rezygnuje z romansowych wątków no i przede wszystkim nie wynosi Polski na piedestał tylko bardzo obiektywnie ówczesną sytuację przedstawia. Nie każdy miał odwagę, jeśli już miał to niezbyt mu moralizatorstwo wychodziło. W tym jednak przypadku jest to zrobione subtelnie, bez wyolbrzymiania i zbytniej pompatyczności, dodatkowo autor nie rezygnuje z ironii i humoru. Niech się dzieje co chce, "Przedwiośnie" mianuję najlepszą licealną lektura jaka mi się zdarzyła! Żałuję tylko, że nie doczekało się porządnej ekranizacji jak np. "Pan Tadeusz". U nas w Polsce nie potrafią dobrze ekranizowac powieści, niestety...
sobota, 31 października 2009
"O Bibliotece" Umberto Eco
Każdy ma bibliotekę, nie znam człowieka, który by chociaż raz w życiu nie odwiedził tego miejsca, szczególnie nam czytelnikom, bliskiego. Eco pisze o swoich dwóch ulubionych: Sterling Library w Yale oraz bibliotece w Toronto. Moja miejska biblioteka do której uwielbiam chodzić jest niczym w porównaniu z nimi jednak czytając opisy ich obu, wiem, że czułabym się tam nieco zagubiona. Poza tym, ktoś mądry kiedyś powiedział, że nawet jeśli biblioteka posiada miliony książek, ta której szukasz i tak będzie wypożyczona Autor przywołuje również obraz biblioteki idealnej oraz niczym z horroru, gdzie wszystko dzieje się na niekorzyść czytelnika ( a propos zahacza także o problem dzisiejszych księgarni – tych sieciowych a także tych bardziej kameralnych tzw. „nadgorliwy personel” na pewno wiecie o co mi chodzi :P). Co również mnie zaciekawiło, to poruszony przez włoskiego pisarza temat kopiowania książek. Coraz częściej pewne książki są tak bardzo drogie, że kupują je tylko biblioteki aby studenci mogli je sobie skserować. Jest to prawda, w przypadku książek akademickich czy podręczników moim zdaniem ksero to nic złego. Ale np. nie wyobrażam sobie czytać skserowanej powieści, to tak jak ściągnięty z Internetu film, który oglądasz ale i tak całkiem inaczej wygląda oglądanie filmu z DVD albo w kinie. Polecam tę cieniutką książkę każdemu czytelnikowi, bardzo mi się podobała. Na koniec zarzucę bardzo trafnym cytatem: „Jednym z nieporozumień, jakie dominują nad pojęciem biblioteki, jest pogląd, że idzie się tam po książkę, której tytuł się zna. Rzeczywiście, często zdarza się, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale glówną funkcją biblioteki jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne.” Zawsze biorę ze sobą skrzętną listę „must have” ale cieszę się jak dziecko, jak jakaś perełka mi się trafi :)
powyżej to biblioteka w Yale
A tutaj wnętrze biblioteki w Toronto (robi wrażenie!)
piątek, 23 października 2009
Jesienne przesilenie.
Jest taki czas w życiu każdego człowieka a już napewno sfrustrowanego maturzysty, kiedy nauka nas przytłacza, pogoda zachęca tylko do zakopania się pod kocyk z dobrą książką. Ja jak na złosc nie moge tego zrobic, tak tu pusto i cicho a ja męczę "Chłopów" bo zawsze tak jest, że jak się czyta po 2,3 strony dziennie to w końcu się odechciewa. Na szkołę też muszę ponarzekac, bo już po prostu jest tego za dużo. Jakieś nieistotne przedmioty zajmują mi tak dużo czasu, że nie daję rady powtarzac do matury, co bardzo mnie frustruje i nijak rady sobie z tym dac nie mogę :( Próbuję planowac ale nic z tych planów nie wychodzi. Że nie wspomnę o życiu uczuciowym, a raczej o jego braku, ach. Miałam się nie rozpisywac o swoich nieistotnych problemach bo zdaję sobię sprawę, że: a.) inni mają gorzej, dorosłe życie jest jeszcze cięższe b.) diametralnie zmienia się docelowosc tego bloga, który miał li i jedynie byc o książkach, ale tak sobie myślę - czemu nie zrobic go bardziej osobistym? myślę, że to czasami pozwala na odbiór piszącego (fajnie, teraz wyjdzie, że jestem zdołowaną nastką ;D) Na koniec zanudzania zamieszczam nowy singiel jednego z moich nielicznych, ulubionych, polskich zespołów Hey. Chyba większosc go już zna ale ma w sobie coś pozytywnego na tą jesienną smutę!
piątek, 16 października 2009
"Myszy i Ludzie" John Steinbeck
Bywa tak (za rzadko niż bym chciała), że książka chwyci mnie za serce i trzyma je jeszcze długo po lekturze. Tak było właśnie z tą cieniutką, broszurką wręcz. Steinbeck zawładnął moim sercem i już plasuje go wysoko w moim osobistym rankingu zacierając ręcę na tomiszcze „Na Wschód od Edenu” ;) Wrócę jednak do „Mysz i Ludzi”. Historia z pozoru prosta – dwaj mężczyźni George i Lenny wędrują od farmy do farmy szukając pracy. „Brak sprytu” Lenny’ego jak określa to George, uniemożliwia im zostanie gdziekolwiek dłużej. Poza tym Lenny lubi głaskac i dotykac i ogólnie ma w sobie coś takiego, że kłopoty się do niego lepią a on bezradny pogrąża się jeszcze bardziej. George jest jego przewodnikiem po świecie, nie opuszcza go choc jak sam powtarza mógłby się ustatkowac i nieźle zyc bez Lenny’ego na plecach. Bohaterów poznajemy jak idą na nową farmę gdzie mają nadzieję odłożyc co nieco na poczet własnego gospodarstwa gdzie George pozwoli Lenny’emu doglądac królików. Jednak dojdzie w końcu do tragedi… Ta książka to kolejny dowód na to, że prosta historia wyraża czasem więcej niż wymyślna, licząca 1000str powieśc. Dwie skrajności trzymają się razem choc to dziwny zwyczaj wśród robotników - w dobie nieufności, pogoni za pieniądzem, kiedy najbliższy może strzelic ci w głowe lub… ukrasc zarobione pieniądze. W świecie w którym przetrwac mogą tylko najsilniejsi. Co jeszcze uderza to samotność każdego z bohaterów i smutek bijący z każdego z nich. Polecam mimo, że przygnębia i nawet uroniłam na końcu łezkę to warto przeczytac. Bo jest fenomenalna, jedna z tych, których się nie zapomina. Swoją drogą ciekawa jestem ekranizacji, podobno też bardzo dobrej.
niedziela, 11 października 2009
"Ludzie bezdomni" S.Żeromski czyli szkolnych lektur czas
Nie planowałam pisac o tej książce. Usłyszałam gdzieś stwierdzenie, że klasyki się nie komentuje itd. Bzdura! Szkolne lektury kojarzą się z nudą - przeważnie. Tutaj się naprawdę mile zaskoczyłam. Jestem po "Weselu" Wyspiańskiego, całkiem niezłego i po okropnym, po prostu strasznym "Jądrze Ciemności", kolejnym czynnikiem było to, że nienawidzę czytac na czas, a już napewno śpieszyc się z lekturą. Na szczęście w przypadku Żeromskiego, poszło szybko i przyjemnie.
Poznajemy historię Tomasza Judyma. Wędruje po Europie, żeby w końcu osiąśc w Warszawie jednak brak chorych i pewien nieudany wykład dot. higieny "motłochu" wymusza wyjazd. Jedzie więc do Cisów, za namową znajomego gdzie zdobywa sympatię pacjentów i sponsora na liczne modernizacje. Jask to zwykle bywa nie podoba się to starej gwardii rządzącej. Ach, bardzo przyjemna lektura. Można poznac jak to ciężko było i jak w zasadzie niewiele się w naszym kochanym kraju zmieniło. Temat był trochę liźnięty w "Lalce" ale bardzo irytował mnie Wokulski, w dużym przeciwieństwie do Judyma, który zawładnął całym moim płytkim sercem :) Myślę, że porównanie Żeromskiego do Zoli nie jest specjalnie na wyrost. Główni bohaterowie obu pisarzy cechują się tym, że czują się gorsi od innych, niegodni szczęścia.Jeśli ktoś nie miał okazji przeczytac, to polecam całym sercem. Nie jest to opasłe tomiszcze a książka jest pozbawiona pompatyczności i nudy. Można się momentami uśmiechnąc a i wzruszyc. No i co interesujące, jest niebywale aktualna. Przynajmniej tak sądzę. Jeśli chodzi o szkolne sprawki to przede mną "Chłopi". Tym razem w ogólę nie będę się nastawiac. Jak to zapowiedziała nasza nauczycielka "nastawcie się na ostre sceny seksu". Dlaczego mnie to śmieszy... |